Wystąpił błąd w tym gadżecie.

środa, 7 listopada 2012

Rozdział 6. 'It's like wishing for rain as I stand in the desert'

Ron Pope - A drop in the ocean



Dwa dni temu przyjechaliśmy wszyscy do Londynu. Na początku miałam jechać tylko ja i Liam, lecz rodzice również skorzystali z okazji. Zamieszkaliśmy w domku brata. Niestety ostatnie dni były pełne napięcia. Każdy rzadko kiedy się do siebie odzywał. Nadal trzymaliśmy się w atmosferze naszej ostatniej wspólnej kolacji.  Z Harrym od tego czasu nie zamieniłam ani jednego słowa, Danielle jedynie przyszła mnie przeprosić za Liama, a sam Liam... Udawał, że nie istnieję. W sumie takie coś mi bardzo odpowiadało. Właśnie dopinałam moją nową sukienkę. Tak, dzisiaj było rozdanie Brit Awards. Pomimo moich sprzeciwów jednak idę. Nie na darmo w końcu kupiłam tą sukienkę. Za pieniądze Liama, no ale kupiłam. On sam niczego się nie domyślił. Zdecydowałam, że pójdę tam sama. Nie potrzebuję pary. Ubrałam moje szpilki, do torebki włożyłam tusz, fluid, i chusteczki. Jeszcze raz przejrzałam się w lustrze. Włosy wyprostowałam i lekko natapirowałam, więc spływały mi na ramiona, kryjąc barki. Lekki makijaż jaki nałożyła mi Dan, nadal się trzymał. Wszystko było okej, więc mogłam spokojnie zejść na dół i pokazać się rodzicom. W chodzeniu na tych butach nie było problemu. To,że obcas miały wysoki nie grało roli, były bardzo wygodne.   No więc zeszłam po schodach. Czekali tam na mnie Danielle i rodzice. Od razu przypomniał mi się ostatni bal szkolny. Tylko zamiast Dan stał tam On. On, który był jednym z głównych powodów trzymania pewnego okresu czasu w tajemnicy. Samotnego zmagania się ze słabościami. Nauczyłam się wtedy polegać na sobie, a Jego już nigdy w życiu nie widziałam. I mam nadzieję, że nie zobaczę. Z ciężkim sumieniem kroczyłam dalej. Z sumieniem, które przypominało mi ciągle o ukrytej prawdzie. Ciągle żyłam na kłamstwie, nie wiedząc kiedy mój czas nadejdzie. Kiedy ktoś skróci mój pobyt tutaj. Czy ktoś, zgrywający wrażenie miłego, wrażliwego, kochającego i romantycznego okaże się takim kłamcą ? Takim oszustem, przez którego ciężko będzie iść dalej ? Przecież jego koniec nadszedł. Już go więcej nie ujrzę. Lecz nadal mam obawy, co do ufania ludziom i pozwalania im bardziej poznawać siebie. Nie pozwalam im wejść głębiej niż bym chciała. Trzymam ludzi na dystans. Jestem takim typem samotnika. Grace... Wyjechała stąd, wyrwała się z tej nudnej dziury. Pojechała w imię swojej lepszej przyszłości. Miała swój cel, marzenia i je spełnia. Nic dziwnego, że się nie odzywa. Wolverhampton zostawiła daleko za sobą. Nie mam do niej pretensji. Mam pretensje do siebie, że nie mam żadnego pomysłu na życie.
- Córuś ! Ale ty jesteś piękna ! - z zamyślań wyrwał mnie głos mamy. Uśmiechnęłam się szeroko. Nic innego nie miałam do zaoferowania. Już dawno zapomniałam o słowach typu : "dziekuję", "proszę" i "przepraszam". Daleko mi do ideału córeczki rodziców.
- No no. Tylko nie przyprowadź z tamtąd jakiegoś rozpuszczonego gwiazdorka. Pewnie wszyscy się będą za tobą oglądać - puścił mi oczko.
-Nawet się nie będę starać, aby jakiegoś zaciągnąć - uniosłam lekko kąciki ust.
-No dobra, dobra. Czas się zbierać, bo limuzyna czeka - pogoniła nas Peazer.
-Tylko nie upij się tam za bardzo ! - upomniała mnie mama. No tak, byłam znana z libacji alkocholowych, które zawsze bardzo źle się kończyły. Nie tyle, co dla mnie, lecz bardziej dla wszystkiego, co znajdowało się wokół.
- Ważne, że dam rady wsiąść do naszej limuzyny, a reszta pójdzie już gładko - uśmiechnęłam sie słodko. Czekałam na wybuch matczynej troski i upominania taty.
-Elaine ! - rzekła stanowczym głosem matka. Posłałam im całusa w powietrzu i pobiegłam za Dan. Liam czekał przed ogromną limuzyną. Chłopaki byli już w środku.
-Powiedz mi Dan, czy Niall zabrał ...
-Tak. Przykro mi El.- posłała wpółczujące spojrzenie. Wiedziałam, że tak będzie. Wiedziałam, że on też będzie tam z nimi. Nie mogłam nic poradzić. Mój brat otworzył drzwi, wpuścił Danielle, a przede mną zatrzasnął.No tak, udawał, że mnie nie ma. Dostrzegłam w środku samochodu Harego, który siedział najbliżej drzwi. Chyba zauważył, że też tam stoję i otworzył w końcu czarne drzwi. Zajrzałam do środka. Nikt nie zwracał na mnie uwagi. Przyzwyczaiłam się już do tego. Styles uśmiechnął się blado, lecz ja go zignorowałam. Weszłam tam i usiadłam z boku. Eleanor spojrzała na mnie z wyższością. Zawsze uważała się za lepszą i wykorzystywała sławę swojego chłopaka. On jej nie obchodził, ważne, że pokazywała się z nim publicznie i była w gazetach, internecie.
-Cześć Elaine ! - wypalił Irlandczyk. Tak,jak się spodziewałam. Horan zawsze narobi szumu. Wszyscy spojrzeli w moją stronę. Czułam się niezręcznie.
-Cześć wszystkim - wydukałam. Zmierzyli mnie wzrokiem i wrócili do swoich spraw. Jedynie Josh nie zaszczycił mnie spojrzeniem. Nie należał do wesołych tego dnia. Był przytłoczony, smutny. Nic dziwnego po tym, jak go potraktowałam. Jedynie Perrie lekko się do mnie uśmiechnęła. Jako jedyna nie przejawiała nienawiści do mnie. W sumie nie znałam jej za dobrze. Jedyne co wiedziałam, to to, że jest w ustawionym związku z Zaynem. Z tego, co słyszałam tonie jest z tego zadowolona. No cóż. Taka praca.

Całą drogę spędziłam na gapieniu się w szybę i podziwiania piękna Londynu. Wszyscy śmiali się, wygłupiali i jedynie ja siedziałam cicho. Tak samo jak Josh. Przyłapałam go na spoglądaniu w moją stronę. Wreszcie dojechaliśmy. Limuzyna stanęłam przed czerwonym dywanem. Widziałam tych wszystkich ludzi wyczekujących w napięciu na to,kto teraz się pojawi. Postanowiłam wszystkich przepuścić. Jako pierwsza wyleciała Eleanor. Wtedy już było słychać jeden wielki pisk. Panna Calder oczywiście nie zaczekała na swojego chłopaka. Wolała jako pierwsza stanąć w świetle reflektorów. Zaraz za nią wyszedł Louis. Chciał do niej podejść,lecz ona poszła dalej kręcąc tyłkiem jakbbyła największą gwiazdą na tej imprezie. Po nich wyszli Zayn i Perrie. Uśmiechali się promiennie jakby byli naprawdę parą. Podeszli do fanów i rozdawali autografy. Widziałam jak Eleanor patrzy z góry na tych wszystkich ludzi. I pomyśleć, że gdyby nie Lou to też by tam stała i piszczała jak reszta. Teraz wyszli Danielle z Liamem. Widziałam, ze Dan chciała się trzymać z tyłu, żeby nie zasłaniać chłopaka, tak jak to zrobiła dziewczyna Louisa. Peazer to naprawdę skromna osoba. Teraz wyszli Niall i Josh i zaczęli machać do fanów. Przyszła kolej na Harrego. Nagle zatrzymał się i popatrzył na mnie.
-No idź - ponaglałam go.
-Bez ciebie nie idę. - szepnął, wziął za rękę i wyciągnął z limuzyny. Próbowałam mu się wyrwać, lecz bez skutku. Cały czas mocno ściskał moją dłoń. Podczas gdy on machał do fanów ja szłam z głową spuszczoną na moje nogi. Słyszałam jak paparazzi wołali nas do zdjęć. W tym omencie chciałam jak najszybciej z tamtąd  zniknąć. Juz miałam dość kłopotów. Nie potrzebuję jeszcze psychofanek życzących mi mojej śmierci. Niestety już za późno. Poczułam na sobie blask fleszy aparatów i komórek, ale także wzrok swojego brata.
- Harry, proszę. Puść mnie już - wyszeptałam do machającego do tłumu nastolatek chłopakowi. Od razu spojrzał na nasze splecione dłonie i speszył sie lekko.
-Tak, już. Przepraszam. - szybkim krokiem ruszyłam czerwonym dywanem i weszłam na salę na której odbywała się ceremonia.

Chłopaki zgarnęli oczywiście statuetki. Stwierdziłam, że już nie jestem im potrzebna i stoję właśnie na zewnątrz czekając na taksówkę.
-Elaine! - ktoś krzyknął.Odwróciłam się. Ujrzałam postać wyłaniającą się z ciemności. PO chwili zdałam sobie sprawę, że był nią Zayn.
-Dlaczego wyszłaś? - zapytał. Stał tuż przede mną. Nie będę ukrywać, że wśród wszystkich chłopaków z zespołu on był tym najprzystojniejszym.
- Nie czułam się tam potrzebna i jestem zmęczona. Więc jeśli pozwolisz, oddalę się - odwróciłam się i ujrzałam zamówioną taksówkę. Niestety nie było mi dane wsiąść do niej, gdyż chłopak pochwycił moją rękę.
-Mnie byłaś potrzebna - wyszeptał i poczułam jak jego usta dotykają moich.


************************

WRÓCIŁAM, PRZEPRASZAM, ŻE KRÓTKI

piątek, 27 lipca 2012

Rozdział 5. "I've been walking around with my eyes on the floor and now you're everywhere to me"

Amy MacDonald - Slow It Down



-Harrods ? Dan, to nie jest najlepszy pomysł ... - szepnęłam gdy stanęła przy najdroższym i najbardziej luksusowym domie towarowym na świecie w Londynie.
-Nie marudź. Gala za dwa dni, a ty nie masz sukienki - mówiła parkując samochód. No tak, rozdanie nagród Brit Awards. Oczywiście przeinteligentna dziewczyna mojego brata wpadła na bardzo nietaktowny pomysł, abym poszła z nimi. Liamowi mina zrzedła lecz niestety nie miał nic do gadania, bo chłopaki podchwycili temat. Niall od razu się zaoferował, że zostanie moją parą. Ja jak zawsze go zbyłam mówiąc, że nie potrzebuję towarzystwa. Jedynie Harry się nie odzywał. Tak, jak kazałam. Nie chciałam, żeby przez jego niewyparzony język coś mu przez przypadek wyleciało z ust. - A zresztą Hazza chętnie by z tobą poszedł. Zauważyłam jak się na ciebie patrzy - poruszyła znacząco brwiami. Całe szczęście Harry uratował sytuację, która wydarzyła się w Swan Hotel mówiąc, że był tam wtedy ze swoją przyjaciółką ze szkoły. Oczywiście wszyscy mu uwierzyli.
-Jakoś nie wydaje mi się, abym chciała z nim spędzić cały wieczór i pokazać się na czerwonym dywanie wśród fotoreporterów i Stylesem u boku - rzekłam z ironią. Próbowała ukryć moją nieodpartą chęć na pójście tam z moim najlepszym przyjacielem. Ale trzeba było się trzymać planu. To było najważniejsze.
- No to z kim ? Niall ci się zaoferował, a ty go odrzuciłaś - powiedziała z nutką smutku w głosie. Szkoda mi było w tamtym momencie Horana. To taki uroczy chłopak, ale ja jednak wolałam odrzucić jego propozyjcę, choćby ze wzdględu na Harrego. Czułby się nieswojo widząc swoją przyjaciółkę z przyjacielem i do tego udając, że mnie nie lubi. Bo takiej wersji się trzymaliśmy.Zresztą nie przepadam zbytnio za blondaskiem.
-Nie wiem. Pójdę sama. A zresztą ... Nigdzie nie idę. Zostanę w domu i będę was oglądać w telewizorze . - burknęłam krzyżując ręce.
- Och, El. Chodź. Rozerwiesz się chociaż trochę. Odstresujesz... - uśmiechnęła się do mnie. Liam miał naprawdę niesamowitą dziewczynę, a jeszcze ją zdradzał na prawo i lewo. Czasami się zatanwaiałam, czy jej o tym nie powiedzieć. Z jednej strony należała się jej prawda, a z drugiej zostawiłaby go i prawdopodobnie już więcej bym jej nie ujrzała. Może Liam przejrzy wreszcie na oczy.  Ma przepiękną i inteligentą dziewczynę, a umawia się z jakimiś po bokach.
-Elaine ! - wyrwała mnie z zamyśleń brązowooka - Czy ty mnie w ogóle słuchasz ?
-Tak... - spojrzałam na mnie spod byka - Nie. Przepraszam. Co mówiłaś ?
- Mówiłam, żebyśmy się zbierały,bo nie mam zamiaru siedzieć tutaj z tobą i się kłócić. - powiedziała wychodząc z auta, które okrążyła i po chwili była po mojej stronie. Otworzyła moje drzwi. - Wychodź.
- No dobra, już. - rzekłam i sięgnęłam po swoją torebkę na tylne siedzenie.


- Dan, tu nic nie ma -  rzuciłam zrezygnowana. Odwróciłam lekko głowę w prawo i mnie zamurowało. Na manekinie wisiało pudrowe cudo. Sukienka z przodu do kolan,  z tyłu troszkę dłuższa. Pod piersiami delikatna beżowa wstążka lekko zwężająca w tym miejscu materiał. Aż oczy mi się zaszkliły na ten widok. Jak można uszyć coś tak pięknego ?
-Danielle ! Patrz ! - zawołałam moją towarzyszkę. Gwałtownie się odwróciła słysząc mój radosny  głos pierwszy raz tego dnia.

* - Boże. Liam, ta kratka jest fajna - jęczałam nie mogąc znieść dłużej mojego brata przymierzającego ciuchy.
-Ale na pewno ? - zapytał. Jeszcze raz zada to pytanie to wyjdę stąd i będzie do domu wracał beze mnie.
-Tak. Pasuje idealnie ! Czy mozemy już iść ? - lekko się denerwowałam.
-Dobra, czekaj. Tylko się przebiorę - posłał mi przepraszający uśmiech. Westchnęłam i poszłam do kasy. Zapłaciłam za moje rzeczy, poczekałam na Liama i razem wyszliśmy z galerii.
-Mówił ci ktoś, że jesteś urocza gdy się denerwujesz ? - zaśmiał mi się do ucha.*


- O jacie. Ty to masz gust - zapiszczała Peazer. Spuściłam wzrok na stojak od manekina. Aż mną wstrząsnęło gdy zobaczyłam cenę. Prawdę mówiąc była to chyba najtańsza rzecz jaką tu dzisiaj zobaczyłam. - No i co tak stoisz ? Weź ją przymierz ! - pchnęła mnie lekko dziewczyna mojego brata.
-Widziałaś cenę ? - ni to pisnęłam, ni to szepnęłam. - 1800 funtów ? No bez przesady. Wejdę do pierwszego lepszego sklepu na Oxford Street i kupię tam ładniejszą za 15.
- Ale jednak będzie ta satysfakcja, że z Harrods i nikt nie będzie miał takiej samej - zachęcała mnie. No nie powiem, była ładna. Kusiła mnie niesamowicie, ale jednak rozsądek mówił, abym te pieniądze przeznaczyła na coś innego.
-Dan, jeśli ją kupię nie będę miała pieniędzy na podróż do Stanów. Pracowałam na nie przez ostatnie miesiące.
- Och, patrz ! - pomachała mi jakąś kartą przed nosem - Liam dał mi jego kartę, a kasy ma tam nie mało. Jeszcze dokupimy buty i torebkę - uśmiechnęła się zachęcająco.
- No nie wiem ... - nie sądziłam aby był to najlepszy pomysł. Mój brat raczej nie skakałby ze szczęscia gdyby dowiedział się, że jego "ukochana" siostrunia kupuje sobie za jego kasę sukienkę za prawie 2000 funtów.
-Spokojnie, nie dowie się. Nie sprawdza nigdy rachunków. Ja też sobie kupię tutaj coś i nie będzie wypytywał - obdarzyła mnie jej najpiękniejszym uśmiechem. Szkoda, że braciszek nie potrafił tego docenić. Musiałam jej powiedzieć prawdę, innego wyjścia nie było.
-No dobra - ugięłam się w końcu pod jej namowami. Weszłyśmy do sklepu. Od razu zaatakowała nas ekspedientka z wymyszonym uśmiechem.
-Dzień dobry, mam na imię Jane i dziś będę państwa obsługiwać. W czym pomóc ? - odezwała się lekko piszczącym głosem.
-Moja przyjaciółka chciałaby przymierzyć tę oto sukienkę - odezwała się Dan i wskazała manekin.
- Jaki ma pani rozmiar? - zapytała Jane
-Elanie, nazywam się Elaine. Nie żadna pani. A rozmiar mam średni. - powiedziałam z naciskiem na pierwsze zdanie, lecz starałam się aby zabrzmiało grzecznie.
-No dobrze, na magazynie na pewno mam jakiś egzemplarz. - rzekła lekko zirytowana. Dlatego nie lubiłam takich ekstrawaganckich  sklepów. Nie tylko ze względu na cenę, ale także na obsługę.
- Patrz na te buty - oczy Danielle się zaświeciły. Ja swoimi tylko przewróciłam.
- Masz podobne - rzuciłam od niechcenia.
-Och, głupia. Miałam na myśli ciebie ! Patrz, nawet 4. - no nie. Wybierz się tu człowieku na zakupy z Danielle Peazer, na pewno nie wyjdziesz z pustymi rękoma.
- Proszę, Dan. Wybiorę jakieś z szafy. - lekko szarpnęłam brunetkę, żeby odciągnąć ją od szpilek.
-Nie. Masz je przymierzyć tu i teraz ! - takiej stanowczej to jej jeszcze nigdy nie widziałam.
-Dobra, nie krzycz ! - już miałam je wziąc do ręki, kiedy z magazynu wyszła Jane niosąca przezroczysty pokrowiec, a w nim pudrowe cudo.
-Twoja sukienka, a przymieżalnie są tam - wskazała ręką za moje prawe ramię.
-Mhm, dziękuję - starałam się uśmiechać. Wzięłam sukienkę do ręki, pochwyciłam jeszcze buty i udałam się, aby to wszystko przymieżyć.
-Hej ! - krzyknęła Dan - Jeszcze to ! - podała mi torebkę w takim samym kolorze, co buty, czyli czarnym. Skarciłam ją tylko wzrokiem, wzięłam tą torebkę i weszłam do kabiny. W sumie to sukienka ładna, buty i torebka też. Tylko coś tu nie pasuje. No tak... Przyszła właścicielka. Niestety nie jest taka ładna jak reszta. Trzeba coś z sobą zrobić. Może siłownia, aby zbić te fałdki? Mały lifting na pryszcze i gładką skórę ? Hm, jakby się tak dłużej zastanowić to cała bym się oddała operacji plastycznej. Może nie będą mnie kojarzyć z Liamem ? Ten duży nos jest zdecydowanie za duży.  Oczy w sumie mogą zostać. Ale może kilka centymetrów więcej ?
Uporałam się wreszcie z tą sukienką, założyłam szpilki i lekko uchyliłam drzwi od kabiny z przebieralni. Stala tam zniecierpliwiona Danielle z ekspedientką u boku.
- I co ?  - zbliżyłam się. Ona stała i ciągle się na mnie patrzyła. - Dan ? - machałam jej ręką.
-Tak, ja przepraszam. Po prostu ty i ta sukienka... - nie dokończyła zdania.
- Ja też sądze, że to zły pomysł. - rzuciłam ciągle jej się przyglądając. Jej czekoladowe oczy były szeroko rozwarte.
- No co ty ! Marsz do kasy i kupujemy to. Nawet nie masz pojęcia jak pięknie w tym wyglądasz. To miłe z jej strony, że tak bardzo chce jej się utrzymywać dobre kontakty. Na początku naszej znajomości nie było tak miło. Czasem bywało, że nie mogłyśmy być w jednym pomieszczeniu. Może odmienność charakterów powodowała częste wybuchy złości ? Może po prostu nie mogłam znieść faktu, że mój kochany braciszek ma dziewczynę ? Na dodatek starszą, ładną tancerkę. Ciężko było mi się do niej przekonać. W miarę upływu czasu nasze relacje polepszyły się na tyle, abyśmy mogły spokojnie wyjść na zakupy.


- Wróciłyśmy ! - krzyknęła Dan od progu. Szłam za nią targając moją wielką torbę z sukienką. Popędziłam do swojego pokoju i powiesiłam ją w szafie. Zeszłam na dół przywitać się. Najpierw zajrzałam do kuchni. Zastałam tam tatę przygotowującego swój słynny Daddy Payne Chicken. Podeszłam do niego od tyłu i dałam mu buziaka w policzek na przywitanie.
-Cześć tatku - powiedziałam uśmiechając się. Chyba trochę go przestraszyłam, bo lekko drgnął.
-Cześć mysza, jak tam dzień minął ? - zapytał.
-Spokojnie. Byłyśmy z Danielle na zakupach i kupiłam sobie sukienkę na rozdanie nagród - oparłam się o blat podglądając mistrza kuchni w akcji.
-To jednak idziesz ? - przerzucił kurczaka na drugą stronę, spoglądając na mnie kątem oka.
-Dan mnie namówiła, a ja się zgodziłam. Oh, znasz jej namawianie. - uśmiechnęłam się.
-Tak... Nie odpuści dopóki się nie zgodzisz. - zaśmiał się pod nosem.  Usłyszałam czyjeś kroki, więc się odwróciłam.
-Dobry, panie Payne ! - przywitał się z tym swoim Irlandzkim akcentem Niall - Czuję... kurczaka ! - krzyknął. Ah, co za wieś. Zero kultury. Prychnęłam niekontrolowanie. Odwrócił się w moją stronę.
- O, cześć El - uśmiechnął się zawadiacko. Uniosłam jedną brew w góre i oparłam swoje łokcie o blat kuchenny.
- Cześć Niall - wymówiłam jego imię z pogardą. Jego najmniej lubiłam z zespołu i się z tym nie ukrywałam. On osobiście o tym wiedział, lecz starał się być miły. Po prostu sprawiał wrażenie takiego chłopaka ze wsi, co mnie odrzucało. Tata posłał mi karcące spojrzenie. Nie lubił gdy się tak zachowywałam. Chciałam wyminąć Horana i udać się do swojego pokoju, lecz coś mi na to nie pozwoliło. Może nie coś, ale ktoś. Stał tam. Za tym wieśniakiem. Mój ostatni koszmar. A może piękny sen ? Na jego widok krew napłynęła mi do twarzy, a moje policzki oblały się czerwonym rumieńcami. Znów przypłynęło to wspomnienie tej pamiętnej nocy. Zapach jego koszulki, siła jego uścisku, smak jego ust. Nie bez powodu kupiłam bluzkę z napisem "I prefer the drummer".
- Hej Elaine - pomachał do mnie nieśmiało. Jak się oddychało ? Te jego oczy hipnotyzowały każdą. Bez wyjątku. Ta słodka twarz zdradzała wszystkie emocje. Niepewność, zmieszanie połączone z lekką nutką radości.
-Cze... Cześć Josh. - objechałam z blatu. Wyszczerzył ząbki i chyba chciał mi pomóc, lecz w ostatnim momencie złapałam równowagę.Spojrzał na bluzkę i znów obdarzył mnie ciepłych uśmiechem. No tak, bluzka. Na mojej twarzy zagościł jeszcze bardziej widoczny rumieniec. Szybko ich wyminęłam i podążyłam do swojego pokoju. Włosami próbowałam zasłonić moje czerwone policzki. Usiadłam na łóżku i chwyciłam poduszkę. Miałam ochotę krzyczeć. Zachowalam się jak ostatnia idiotka. Przyłożyłam ją do twarzy i zaczęłam się wydzierać.  Moje żałosne zajęcie przerwało pukanie o framugę drzwi. Podniosłam głowę.
-Tata woła cię na obiad - oznajmił Josh. W tym momencie miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Te oczy, uśmiech, usta. Wszystko w nim było takie cudowne.
-Zaraz przyjdę - powiedziałam lekko speszona i czekałam aż wróci na dół. Ale chyba nie miał takiego zamiaru. Stał tam i tak bezczelnie wlepiał swoje oczy we mnie.
-Posłuchaj, bo ja... - był speszony.  Przeczesał ręką swoje włosy. - Ten pocałunek... - zaczął wypamiętywać wydarzenie sprzed około czterech miesięcy. No tak, nie mieliśmy okazji, aby porozmawiać o tym. Na samą myśl przeszywają mnie lekkie dreszcze, a na wspomnienie jego delikatnych i czułych ust aż się cała rozpływam. Jak masło na słońcu, jak cukier w herbacie.
-Nie musisz się tłumaczyć Josh. - obdarzyłam go spojrzeniem, które wyrażało wszystko, co właśnie czułam, ale postanowiłam zachować zimną krew. - Tak wiem o co ci chodzi. Ten pocałunek nic nie znaczył, zapomnijmy o tym, ja mam dziewczynę itd. - uśmiechnęłam się blado. Chyba chciał coś powiedzieć, lecz mu przerwałam - Rozumiem. Ja też nic nie czuję i już prawie o tym zapomniałam - kłamałam mu w oczy. Nie nawidziłam siebie za to. Próbowałam ukryć prawdę zarówno przed samą sobą, jak i przed Devinem.
-Nic dla ciebie to nie znaczyło ? - zapytał z nadzieją w oczach. Przełknęłam ślinę. Spieprzyłam sprawę. Lekko przytaknęłam głową - Nic ? Nic dla ciebie nie będzie znaczyć nawet to, że za chwilę ci powiem , że jestem w tobie zakochany ? Że od czterech miesięcy ty śnisz mi się po nocach ? Nic ? - głos mu się łamał. Chyba spodziewał się czegoś innego. Był rozczarowany i rozgoryczony. A ja nadal siedziałam na tym łóżku i tępo się w niego patrzyłam. Nie żeby on mi się nie podobał. Podobał, i to bardzo. Ale sądzę, ze zasługiwał na kogoś lepszego niż ja. Zresztą nie byłam jeszcze gotowa na jakikolwiek związek. Łzy zbierały się w oczach. Zamknęłam powieki i nie pozwoliłam im spłynąć. Był idealny. Pod każdym względem. Niczym młody, grecki bóg bądź heros. Taki nierealny, aż prawdziwy. Chciało by sie go czasem dotknąć i sprawdzić, czy naprawdę istnieje. Te mięśnie na ramionach, aż same się proszą o to, żeby zamknąć cię w uścisku i przylgnąć do swojego równie dobrze umieśnionego torsu. Wstałam z łóżka i zgrabnie go wyminęłam. Spojrzał na mnie zdezorientowany.
-Kurczak wystygnie. - rzuciłam wyjaśnienie. Poczułam ucisk na nadgrastku.
-Proszę, Elaine. Nie zostawiaj tego tak. Ja wiem, ze coś czujesz. Wiem, że nie jesteś taka zimna jaką zgrywasz. - patrzył się prosto w moje oczy. Był bardzo rozczarowany. Chyba myślał, że przyjdzie tu i rzucę mu się w ramiona. Gdyby mu zależało już dawno przyszedłby lub zadzwonił, by wyjaśnić zaistaniałą sytuację.
-Znaczyło. Bardzo dużo, Josh - jego oczy rozbłysły. - Lecz ja nie jestem tą jedyną. Mogłabym ci sprawić dużo bólu, a tego nie chce i dlatego staram się ograniczac nasze kontakty. Za bardzo mi zależy, aby patrzeć jak sie ze mną męczysz. Nie potrafiłabym dać ci szczęścia. Przepraszam - chciałam do niego podejść, przytulić. Lecz jego oczy były zaszklone. Nie potrafił nic powiedzieć. Moje słowa go zraniły, a ja dobrze o tym wiedziałam. Nie czułam tym razem satysfakcji. Nie cierpiałam siebie za to. Za to, że ranię bliskie mi osoby. Zbiegł po schodach. Poszłam w jego ślady. Widziałam jak zamyka drzwi i znika na podjeździe. Wszyscy się na mnie patrzyli z kuchni. Mama, tata, Liam, Danielle, Niall i Harry. Harry ? A ten co tu znowu robi ? Zresztą, nieważne.
-Dlaczego Josh wybiegł ? - Liam spojrzał na mnie wściekły i takim samym głosem się odezwał. Zaczyna się.
-Nie wiem - powiedziałam próbując zostawić temat perkusisty.
-Rozmawialiście prawda ?! Rozmawialiście o tej nocy ?! - wstał. Rodzice patrzyli zdezorientowani. Mój brat znów odstawiał jakieś szopki. Danielle i Hazza schowali swoje twarze w talerzach nie chcąc uczestniczyć w kolejnej kłótni.
- Jaka noc ? - zapytała mama.
-Na imprezie, ja i Josh całowaliśmy się. - powiedziałam ledwo słyszalnie. Harry spojrzał na mnie. Ja też na niego patrzyłam. On wiedział jak dużo to mnie kosztowało. Jak dużo kosztował mnie każdy dzień bez Josha. On jako jedyny wiedział, że mimo iż wcale nie znam perkusisty stał się moim narkotykiem. Czymś czego musiałam znów zażyć, aby móc normalnie funkcjonować, lecz tym razem chyba wybrałam pójście na odwyk.
-Ale co znaczy całowaliście się ? - zadał pytanie zmieszany tata. - Jesteście parą ?
-No właśnie nie. - miałam ochotę się rozpłakać. W  Liamie aż wrzało ze złości.
-I tak ma zostać ! Nie będziesz sie spotykać z nikim z ekipy ! Dlatego nie chciałem cie brać ze sobą. Sprawiasz tylko kłopoty ! Jeszcze mi brakuje, żebyśmy musieli szukać nowego perkusisty ! Wszystkie problemy są przez ciebie ! - krzyczał, a ja analizowałam w głowie jego słowa. Każde po kolei. Sprawiały mi ból. Danielle szarpnęła mojego brata za koszulę i szepnęła, aby się uspokoił. Rodzice ulotnili się na taras. Nigdy nie wchodzili w nasze kłótnie, bo kończyło się to jeszcze gorzej.
- Posłuchaj i zapamiętaj raz na zawsze ! Wszystkie problemy ty stwarzasz ! Gdybyś mi nie zabronił bycia razem z Joshem nie byłoby kłótni ! Wszyscy byliby szczęśliwi. Nie uważasz, ze chociaż raz mógłbyś odpuścić i zająć się swoimi sprawami ? - znów łzy się zbierały.
-Ona ma rację, Liam. Odpuść - Harry zabrał głos. Kategorycznie złamał nasze zasady, ale mimo to jestem ciekawa co będzie dalej.
-Od kiedy ty jej bronisz, co ?
-Zawsze będę jej bronił, bo to moja przyjaciółka i nie podoba mi się to jak ją traktujesz ! - wykrzyczał prosto w twarz swojemu najlepszemu przyjacielowi. Danielle aż  wypluła kawałek kurczaka. Nie wierzyłam w to, co słyszałam. Styles się przyznał. Więc mogłam zapomnieć o wyjeździe do Stanów.
- Że co proszę ?! - krzyknął Liam. W jego głosie było słychać niepochamowaną złość. Zacisnął dłonie w pięści. Pewnie próbował się powstrzymać przed uderzeniem mnie i prawdopodobnie Harolda.
-Tak, Liam. Jesteśmy przyjaciółmi. Byliśmy nimi cały czas.W ukryciu. Elaine bała się twojej reakcji, więc kazała nic nie mówić. Ale ja już mam dość. To z nią byłem wtedy w Stafford. - wstał od stołu. Nie mogłam tego dłużej znieść. Na język cisnęły mi się słowa o zdradzie brata. Chciałam oznajmić Danielle tą jakże smutną wieść, lecz się powstrzymałam i powiedziałam coś innego.
-Harry ! Idioto ! Jak mogłeś ?! Obiecałeś, że nic nie powiesz ! - krzyczałam na niego. On patrzył na mnie tymi swoimi zielonym oczkami. Tym razem na mnie to nie zadziała. Jestem zbyt wściekła, żeby darować mu przez jego oczy.
-Nie mogłem dłużej wytrzymać tego jak on cię traktuje. Za każdym razem przymykałem na to oko. Ale teraz już nie mogę. Jestem tu i jestem w stanie coś zrobić. Kiedy jestem świadkiem, nie potrafię siedzieć i udawać, że mnie to nie obchodzi. Daj sobie pomóc - ostatnie słowa wyszeptał. Wtedy nie wiedziałam, co mam zrobić. Czy wściekać się na niego, bo nie dotrzymał obietnicy, czy podziękować mu o troskę. Wstałam, odsunęłam krzesło. Spojrzałam na wszystkich przy stole. Danielle trzymającą za rękę Liama i próbująca go w jakiś sposób uspokoić. Nialla, który powoli opróżniał swój talerz przysłuchując się naszej kłótni. Harrego, który z troską patrzył na mnie i próbował opanować swój gniew na Payne'a. I w końcu na Liama, który z trudem się jeszcze na mnie nie rzucił.
-Nie potrzebuję pomocy - rzuciłam i ruszyłam na górę do swojego pokoju.



**********************
Wiem. Nie wyszedł. Starałam się jak mogłam, lecz chyba nie jestem w tym zbyt dobra. Mam strasznie dużo pomysłów i nie umiem ich wykorzystać. Jestem po przodu z 6 rozdziałem także pokaże się on niebawem. Bardzo proszę abyście komentowali i jesli chcecie być powiadamiani o nowych postach piszcie w komentarzu swój nick z twittera bądź facebooka (gg niestety nie posiadam). Jeżeli macie jakiś pomysł na dalszy rozwój akcji to piszcie w komentarzu, a na pewno go wykorzystam ! 
do przeczytania kochani !



czwartek, 28 czerwca 2012

Rozdział 4. "So you can hurt, hurt me bad But still I'll raise the flag"


 *Coldplay - Every Teardrop Is A Waterfall

Rozłączyłam się i drżącą ręką odłożyłam komórkę. Przejęty Liam mną wstrząsnął. Ten przepełniony miłością głos, gdy wypowiadał moje imię. Poczułam się jak za dawnych czasów.

*-El, to była szansa mojego życia - powiedział opierając się o moje ramię.
-Li, to nie koniec świata. Zgłosisz się do następnej edycji, dostaniesz drugą szansę i zajdziesz jeszcze dalej- z czułością wypowiedziałam te słowa i pogłaskałam go po głowie.
-Nigdzie nie pójdę- oderwał się od obojczyka i popatrzył mi w oczy. - żadnej drugiej szansy nie bedzie rozumiesz ? - ujął moją twarz w dłonie.
-Zawsze jest druga szansa - położyłam swoje dłonie na jego.*


Opadłam na łóżko i schowałam głowę w poduszkę. Poczułam jak ręce Harrego delikatnie odsłaniają moje włosy.
-Ellie, to był zły pomysł - wyszeptał. Odwróciłam zapłakaną twarz w jego stronę i spojrzłam na niego czerwonymi oczami od płaczu.
-Nie, Harry. Przynajmniej wiem, że coś ze starego Liama jeszcze w nim siedzi - rzekłam i starałam się uśmiechnąć, lecz wyszedł dziwny grymas - Pierwszy raz od dłuższego czasu usłyszałam taki czuły głos.
-Przynajmniej wiesz, że siedzi w nim ta sama osoba, co kiedyś - wyszczerzył żabki, a łzy już wyschnęły - A teraz chodźmy spać - wstał z łóżka i wyłączył światło. Szybko wskoczyłam pod kołdrę. Teraz dopiero zauważyłam, że jest ona jedna i będziemy musieli spać razem. Mnie to osobiście nie przeszkadzało, tylko trochę peszyło i bałąm się, że będę się czuła niezręcznie. W pokoju zrobiło się ciemno i Harry dotarł szybko do łóżka. Po chwili leżeliśmy w ciszy. Przysunęłam się lekko i odwróciłam w jego stronę. Miał zakmnięte oczy. Wyglądał jeszcze słodziej. Objęłam go jedną ręką i położyłam się na jego torsie.
-Dziękuję - powiedziałam.
- za co ?
-Za wszystko. Za to, że zawsze przy mnie jesteś - jeszcze bardziej się wtuliłam. Objął mnie rękoma i pocałowal w czoło. Nagle usłyszałam trzask. Szybko się podniosłam i zeszłam z łóżka. Za nim leżało szkło i kamień. Okno zostało rozbite. Wyjrzałam niezuważalnie przez nie. Stały tam cztery dziewczyny. Spojrzałam jeszcze raz na kamień. Przyczepiona była  kartka. Schyliłam się, aby ją podnieść. Oczywiście było to wyznanie miłosne i nicki z Twitterów. Harry już stał za mną.
- Co to ? - wziął ode mnie kartkę. Czytając uśmiechał się. - No, miło z ich strony.
-Psychofanki - skwitowałam krzyżując ręce. Harry zaśmiał się donośnie. - No co ? Wybacz, ale mi na co dzień nie wybijają szyb kamieniem z kartką z Twitterami.
-Przyzwyczaiłem się - wzruszył ramionami - A po za tym wypadałoby je follownąć - rzekł podchodząc do swojej walizki, którą po chwili rozpiął. Jeszcze raz wyjrzałam za okno. One nadal tam stały. Trochę się wychyliłam, aby im się przyjrzeć.
-To siostra Liama ! - krzyknęła jedna. Szybko się odsunęłam od okna. Tylko nie to.  Nie, to nie ja ! No proszę, zachowajcie to dla siebie !
-Elaine !! Proszę, follownij nas !! Pozdrów Harrego !! - zaczęły się przekrzywikać. Spojrzałąm na Stylesa, który załączał swój laptop. Pochwycił mój wzrok.
-No weź coś zrób - błagałam go. Wzruszył tylko ramionami.
-Nie trzeba było się wychylać - powiedział znów spoglądając na komputer.
-Dzięki - wypowiedziałam sarkastycznie - Nie wiem jak ty, ale ja idę spać - wskoczyłam pod pościel. Zamknęłam powieki i... ciemność.

Poczułam delikatne promienie słoneczne, które grzały moją twarz i prowokowały mnie do otworzenia oczu. Niestety nie potrafiłam odpłynąć spowrotem w objęcia Morfeusza. No więc uchyliłam lekko powieki i próbowałam się podnieść. Umożliwiała mi to ręka. Nie, nie moja ręka. Ręka niejakiego Harrego Stylesa. Uniosłam ją trochę w górę i szybko wyczołagałam się z jego uścisku. Poczułam delikatny powiew na swojej skórze. Spojrzałam na okna, aby zobaczyć czy ktoreś nie jest czasem otwarte. Jedno szczególnie przykuło moją uwagę. To z wielką dziurą po środku i rozsypanym szkłem na samym dole, na podłodze. Po chwili zaczęły do mnie wracać obrazy poprzedniej nocy. Trzask, kamień, okno, fanki. No tak, dzień jak co dzień. Nie ma co. Westchnęłam i podeszłam do mojej torby w poszukiwaniu jakiś ciuchów na zmianę. Po  15 minutach wyszłam z łazienki odświeżona i przebrana. Włosy upięłam w niedbałego koka i zapięłam torbę. Na ostatniej stronie z gazety hotelarskiej napisałam Harremu, że już pojechałam i zaraz zapłacę za szkody. Nie musi się przejmować. Jeszcze raz mu podziękowałam za rozmowę. Nie chciałam pisać sms-a, bo nie chciałam go budzić. Spojrzałam na niego oraz trochę się pochyliłam. Wyglądał jak anioł. Tak bezbronnie. Tak niewinnie. Dałam mu bardzo delikatnego buziaka w policzek i odsunęłam się. Zmarszczył lekko nos i uśmiechnął się we śnie. Aż ciężko mi go było tu tak samego zostawiać.Chwyciałam moją torebkę, torbę podróżną i wyszłam z pokoju. Zjechałam windą na parter i skierowałam się do recepcji. Opowiedziałam wczorajszą historię i zapłaciłam za rozbite okno. Recepcjonista powiedział, że nic się nie stało  i, że często mają takie wypadki gdy są tu gwiazdy. Przeprosiłam i wyszłam z budynku. Podążyłam do auta mamy i zaczęłam odpalać silnik. Za krzakami przy wejściu do hotelu zauważyłam  aparat. Świetnie, jeszcze tego brakowało. Szybko ruszyłam do domu, aby jeszcze bardziej nie narażac się na atak paparazzich.


-Mamo! Już jestem ! - krzyknęłam w progu i postawiłam na ziemi moją torbę. Poczułam wspaniałe zapachy dobiegające z kuchni. - Mm, co tak pachnie ? - zapytałam ściągając buty. Ruszyłam do pomieszczenia z którego czułam mojego ulubionego kurczaka w szpinaku. Zamiast mamy zastałam tam mojego brata. Gdy usłyszał moje kroki odsunął się od garnków i poprawił włosy spadające mu na czoło. Jego oczy rozszerzyły się znacznie widząc mnie tutaj.
-Elaine, ja... - zaczął. Chciał coś powiedzieć, ale najwyraźniej nie potrafił tego z siebie wydusić. Nie umiało mu to przejść przez gardło. - Przepraszam - powiedział stanowczo. Oschle i szybko. To tyle ? Tyle miał mi do powiedzenia? Stłumiona tęsknota uderzyła z nową siłą, nagle rozpalając się znów do czerwoności. Niemożliwe pragnienie, pustka w sercu. Byłam wściekła na siebie za to uczucie. Nie chciałam go, nie chciałam być nielojalna wobec życia, jakie wiodłam przez jakiś czas i zdradzać tego, co udało mi się wybudować - opini na mój temat. Gdybym mogła zrobić coś ze swoim sercem. Bijącym gwałtownie, zdradzieckim sercem. Ponieważ jedyne czego teraz pragnęłam, to rzucić się w ramiona Liama. Próbowałam przestać o nim myśleć, zepchnęłam wszystkie wspomnienia do najciemniejszego zakątka swej pamięci. Wmawiałam sobie, że ta braterska miłość do niego jest martwa i została pogrzebana, zamknięta we wrzuconej na dno oceanu skrzyni, która nie miała już nigdy zostać otwarta. Miałam Harrego. On mi go zastąpił. Cokolwiek znaczyliśmy dla siebie, przestało istnieć. Stał się dla mnie kimś obcym.
- No i tak w ogóle to myślałem nad twoją propozycją i możesz jechać ze mną do Stanów - powiedział krótko i przeczesał ręką swoje włosy.
-Fajnie - ucięłam i poszłam do swojego pokoju.


************

i jest 4 rozdział. Znów krótki, ale nie mam pomysłów. Przepraszam, że tak długo czekaliście ale byłam w Londynie, a tam nie miałam głowy do pisania. Jeśli macie jakieś pomysły na dalszy ciąg zdarzeń to piszcie w komentarzach. Na pewno skorzystam a jest mi to teraz potrzebne :) 

PROSZĘ O KOMENTARZE ! ZAPRASZAJCIE ZNAJOMYCH !

* tak Julia, Coldplay dla ciebie :D

niedziela, 10 czerwca 2012

Rozdział 3. "I know I have a fickle heart and a bitterness"

Adele - Don't You Remember


-Harry?! Harry ?! - nic. Zero odzewu. Bicie mojego serca momentalnie przyspieszyło. Wiedziałam, że mam nie dzwonić. - Harry ? - wyszeptałam jego imię.
-Głupie zwierzęta - odezwał się. Od razu się uspokoiłam. - Auto jedzie, ale nie ! Bo one muszą przejść - rzekł. Niby kilka słów, ale jak cieszą.
-Wystraszyłeś mnie. Myślałam, że coś się stało- powiedziałam spoglądając w okno. Przebiegły mi przed oczami nasze wspólne chwile.

*- Musisz byc silna- szepnął mi do ucha. Ja wciąż moczyłam jego koszulkę. Ścisnął mnie jeszcze bardziej. W jego ramionach czułam się tak bezpiecznie.
-Ale ja nie potrafię. To nie jest już mój brat. - Wypowiedziałam przez łzy. Znów się na nim zawiodłam, a Harry znów był przy mnie.
-Nie jest już tym samym chłopakiem, którego poznałem w X-Factorze.  - szepnął i pocałował mnie w czubek głowy - Za to ty się nie zmieniłaś.*

- Wszystko w porządku. Muszę kończyć Ellie, zaraz wyjadę z lasu i nie chcę płacić mandatu. Do zobaczenia - rozłączył się.



-Dzień dobry. Jestem umówiona tutaj z Harrym Stylesem. Elaine Ivy Payne - powiedziałam drobnej portierce. je wzrok powędrował od mojej głowy w dół i zaczęła pisać coś w komputerze. Spojrzałam za okno, gdzie stał duży tłum. No tak, wieści szybko się rozchodzą.
-Pokój 213. Pan Styles już na panią czeka. - Rzekła niskim głosem i także popatrzyła w stronę wrzeszczących dziewczyn - Ale chyba pani to wie.
-No tak, dziękuję - podziękowałam i ruszyłam do windy. zatrzymała się ona na drugim piętrze. Wyszłam w poszukiwaniu wskazanego pokoju. 208,209,210. Im bliżej tym byłam coraz bardziej podekscytowana. 211. Czułam takie miłe ciepło w brzuchu.212.  W umyśle potrafiłam odtworzyć zapach jego perfum. 213. Była to Puma. Zapukałam, Słyszałam kroki, ale nikt nie otwierał. Zapukałam ponownie.
-Harry. To ja, Elaine. - szepnęłam w szparę między drzwiami. Wiedziałam, że inaczej mi nie otworzy. Zgrzyt zamka, a po chwili drzwi się otworzyły. Wyjrzała za nie burza loków. Uśmiechnęłam się do niego. Otworzył szerzej. Uderzył we mnie mocny zapach jego wody toaletowej. Puma. Mogłabym tak stać i wdychać, ale podszedł do mnie i wziął w ramiona. Jedną rękę położył na mojej talii, a drugą na szyi i mocno się wtulił. Ja mocno go objęłam, jakbyśmy mieli zginąć.
-Brakowało mi cię. Tęskniłem- wyszeptał w mój obojczyk. Przejechałam swoją dłonią po jego plecach. Odsunęłam lekko głowę, by na niego spojrzeć. Stanęłam na palcach i pocałowałam go w policzek. Jego skóra była gładka jak u niemowlęcia. Mimo tych kilku krostek na twarzy.
-Wejdźmy może do środka - zaproponowałam widząc patrzącą się na nas starszą panią. Pewnie ją zgorszyliśmy.
-Pewnie. Mam zarezerwowany stolik w hotelowej restauracji - powiedział wpuszczając mnie do środka. W pokoju było ciemno. Zasłony były zasłonięte.Nie wpuszczały ani odrobiny światła. Na komodzie świeciła się mała lampka dawając małą poświatę na dwuosobowy pokój. Podeszłam do okna i odsłoniłam trochę materiał. Na ulicy zebrał się tłum skandujących dziewcząt.
-To fanie - odpowiedziałam. Z nienacka podszedł do mnie, przytulił i uniósł do góry. Ujęłam jego twarz w dłonie i patrzyłam wprost na jego zielone tęczówki - Wyładniałeś - uśmiechnęłam się. Nie powiem, że nie podbało mi się to. Wręcz przeciwnie. Urzekał mnie swoją czułością. A przecież byliśmy tylko przyjaciółmi. Za każdym razem łudziłam się, że może mnie pocałuje ale zaraz potem karciłam się w myślach. Takie złudne nadzieje doprowadziły mnie już nie raz do upadku. Ale potem razem z nim, moim Aniołem Stróżem, mogłam spowrotem się podnieść. Tak, nazywam go Aniołem Stróżem. On dobrze o tym wie i nie przeszkadza mu to. Nie miałam jeszcze okazji aby mu podziękować. - A teraz odstaw mnie, bo muszę do łazienki.
-Ależ oczywiście księżniczko. - powiedział i mnie postawił po czym ukłonił się i uśmiechnął szelmowsko. Zaniosłam się śmiechem widząc jego gest i ruszyłam do łazienki. Po załatwieniu swych potrzeb przebrałam bluzkę i założyłam szpilki.
-Więc jak ma cheri ? Idziemy ? - stanął obok mnie i wystawił łokieć, abym mogła go wziąć pod bok. Śmieszył mnie ten widok.

-A pamiętasz jak zaraz po X Factorze wybrałam się z wami do Barcelony ? - zapytałam biorąc kolejny łyk wina, przez które szumiało mi w głowie.
-Tak, a co ? - powiedział w stu procentach trzeźwy. Zaczęłam się śmiać na samo wspomnienie pierwszego dnia w Hiszpani.
- A pamiętasz jak nie zauważyłeś szyby ? - zadałam pytanie przez śmiech. Spojrzał na mnie spod łba. Nie lubił gdy się o tym wspominało.
-Bardzo śmieszne. - mruknął. Lecz zaraz potem się uśmiechnął. Mhm, znalazł ripostę. To się aż czuło na parę metrów. Był taki przewidywalny. - A pamiętasz jak krzyczałem, że Jared Leto jest w telewizji ? - też zaczął się śmiać. Nie lubiłam tego wspomnienia. Taki wstyd przed Liamem, Harrym i ich kumplami. Nieśmiało pokiwałam głową. - To ty tak leciałaś z tej góry, że poślizgnęłaś się przed samym telewizorem - zaczął się znów śmiać. To było takie upokarzające. Zarumieniłam się na to wspomnienie. - Miałem taką polewkę. Zresztą Josh i Mike też. - śmiał się nadal - Och, kocham twoje rumieńce - ukazał swoje dołeczki. A ja jeszcze bardziej się zarumieniłam. Zresztą jak zawsze kiedy je pokazuje.
-A pamiętasz wycieczkę na wodospad Niagara ? - spytałam.
- No ależ oczywiście. A szczególnie ciebie latającą po całym statku - znów dałam mu powód do śmiechu.
-Ej, ta woda była wszędzie - zawstydziłam się lekko.
-Ale kiedy wszyscy ci mówiliśmy, że masz zabrać pelerynę to nie. A potem było : "weźcie mnie stąd! Jestem cała mokra !" - krzyczał na restaurację wymachując dziwnie rękami i próbując mnie naśladowac. Ludzie siędzący przy stołach się dziwnie na nas patrzyli.
-Dobra, już. Pamiętam - znów ciepło na twarzy i te cholerne rumieńce. - Ej, możemy zbierajmy się już. Jestem zmęczona, a jeszcze muszę sobie pokój załatwić. Nie wiedziałam, że wypiję i chciałam od razu jechać do domu. - powiedziałam dopijając wino. On wstał i zawołał kelnera. Zaczęłam wyciągać portfel z torebki lecz poczułam czyjąś rękę na nadgarstku.
-Co ty głupia jesteś ? Chowaj to i żadnego pokoju. Myślisz, że po co go wynająłem ? Żeby samemu spać ? - rzekł. Zawsze był takim gentelmenem. Nigdy mi nie pozwalał za nic płacić. Czasem było to nawet irytujące.
-Harry, daj spokój. Nie będę ci się do łóżka zwalała - nadal się upierałam. W kwestii kolacji nawet nie dyskutowałam, bo wiedziałam,że nie ma o co. I tak by postawił na swoim.
-Nie przeszkadza mi to.
-To dołożę ci się za ten pokój, bo cennik wcale nie jest tani.
-Głupia jesteś ? To ja cię tu ściągnąłem ja za ciebie zapłacę. Nawet nie próbuj prostestować - już chciałam coś pwoiedzieć, lecz przyszedł kelner z terminalem.


Układałam poduszki po swojej stronie łóżka, kiedy z łazienki wyszedł Harry. Miał na sobie tylko bokserki. Szczęka mi opadła na widok jego umięśnionej klaty.  Znów poczułam przypływające ciepło.
-Przypakowałeś - mruknęłam nadal patrząc się na jego sześciopak.
-No trochę. A co ? Podoba ci się ? - poruszył śmiesznie brwiami - Ja wiem, że cię pociągam - zrobiłam minę typu "bitch please" i rzuciłam w niego poduszką, którą akurat trzymałam w ręce. Niestety zdążył ją złapać. -Nadal nie zaprzeczyłaś - zbliżał się do mnie z tą poduszką.
-Może trochę, ale nie oznacza to, że zaraz się na ciebie rzucę - odpowiedziałam mu drwiąco.
-Jakaś dziewczyna nie chce się rzucić na Harrego Stylesa?
-No widzisz, jak ci mówiłam, ja zawsze odstaję - wytknęłam mu język, a on wskoczył na łóżko okładając mnie tą poduszką. Na jego ciele było jeszcze kilka kropel wody, które tylko potęgowały we mnie uczucie pragnące dotknąć jego torsu.
- A teraz tak na poważnie ... Co się stało między tobą a Liamem ? - położył się obok mnie i wsparł na łokciu.
-Zapytałam sie go czy mogę z wami jechać w trasę ... - szepnęłam.
- To wszystko jasne. - mruknął.
-Co masz na myśli ? - zapytałam zdezorientowana.
-Za każdym razem gdy pytasz o coś Liama to on wpada w szał. Dziwne, że tylko w Twoim towarzystwie - powiedział patrząc się w jakiś niezidentyfikowany dla mnie punkt.
-Zacznij mówić od rzeczy - przewróciłam oczami.
-Nie wiem, co ty z nim robisz, ale jak jest ze mną, to rozmawia o tobie bardzo spokojnie. Jak jest mu smutno ogląda zdjęcia wasze, twoje. Opowiada o dzieciństwie - wtedy czas już się dla mnie zatrzymał. Harry świdrował mnie wzrokiem, a ja ? Ja nie potrafiłam uwierzyć, że on sie tak zachowuje, że tęskni. Miło, że w ogóle ma moje zdjęcia. Ale... Chwila. Ten bezduszny i okropny Liam rozklejał się nad naszymi zdjęciami ? Nie, coś jest nie halo. Nie ukrywam, ze zrobiło mi się przykro, że przed kumplami pokazuje kochanego braciszka, a w domu staje się wręcz tyranem. Miło przynajmniej, że problemy rodzinne zostają problemami rodzinnymi i nie wynosi tego w swój świat showbiznesu.
- El, czy ty mnie słuchasz ? - na ziemię sprowadził mnie głos Stylesa, który przerwał swój monolog widząc, że myślami jestem daleko od Stafford.
- Czy mógłbyś powtórzyć? - uśmiechnęłam się lekko.
-Mówię, że gdy ciebie nie ma jest prawdziwym Liamem, ale kiedy stajesz mu na drodze zamienia się w  tego złego brata bliźniaka - przekręcił się na plecy i zaczął zastanawiać. Zawsze marszczył brwi, gdy to robił. Jego mowę ciała znałam już na pamięć. Była bardzo przewidywalna.
-Może masz rację. - zrobiłam to samo co on. Teraz podziwiam sufit pokoju i czekałam aż Haz zaszczyci mnie swoim genialnym pomysłem, który roi się w jego głowie.
-Skoro gdy cię widzi to dostaje szału, to co by zrobił gdybyś z nim rozmawiała, ale on by cię nie widział ? - dał upust swojej wyobraźni.
- Zrobimy coś takiego jak randka w ciemno ? Postawimy parawan ? - zaczęłam się śmiać z jego pomysłu. Był inteligentny i błyskotliwy, a jak palnął coś głupiego to tylko po pijaku. Lecz tym razem był trzeźwy.
- Zadzwonisz do niego geniuszu - powiedział patrząc na mnie jak a skończoną idiotkę. Bo tak się czułam. Alkochol robi swoje, że też ja na to nie wpadłam. Podparł się łokciami i zaczął błądzić wzrokiem po pokoju. W końcu wyciągnął jędną rękę w moją stronę. Chwycił telefon, który leżał po mojej lewej.
-Ej, co ty robisz ? - chciałam mu wyrwać moją komórkę, lecz on odpychał mnie ręką. - Jeśli robisz to, co myślę to wiedz, że nie mam zamiaru z nim rozmawiać ! - wrzasnęłam, widząc jak stuka po ekranie mojego telefonu.
-Przykro mi, już za późno - rzekł przykładając mi go do ucha. Chciałam się rozłączyć, lecz po drugim sygnale odebrał.
-Elaine ? - zapytał trochę niepewnie. Zamarłam. Pierwszy raz od dłuższego czasu był czymś przejęty. - Czy coś się stało ? Ja cię przepraszam za dzisiaj, ale... - nadal się nie odzywałam. On mnie przepraszał. Do oczu napłynęły łzy, a serce się ścisnęło. W brzuchu powstał ogromny kokon z motylami, które za wszelką cenę chciały się uwolnić. - El, jesteś tam ? Co się stało ?
-Liam... Ja... - poczułam jak moje policzki robią się mokre.




*****************************
TAK WIEM. ZNOWU KRÓTKI ! NO I MIAŁ BYĆ DODANY WCZORAJ, ALE ZE WZGLĘDU NA PRZYGOTOWANIA DO TURNIEJU NIE MIAŁAM CZASU, ALE I TAK SIĘ OPŁACAŁO BO MAMY III MIEJSCE !!! ALE SIĘ JARAM. A TERAZ NA POWAŻNIE :  CHCĘ PODZIĘKOWAĆ ZA TE MIŁE, DOPROWADZAJĄCE MNIE DO PŁACZU KOMENTARZE. JESTEŚCIE NIESAMOWICI. CIESZĘ SIĘ, ŻE WAM SIĘ PODOBA. WEJŚĆ JEST PRAWIE 300 A KOMENTARZY LEDWIE 12 NA 3 POSTY. PROSZĘ, JEŻELI CZYTACIE, KOMENTUJCIE. MOTYWUJE MNIE TO DO DALSZEGO DZIAŁANIA I UMILANIA WAM CZASU TYM BEZNADZIEJNYM OPOWIADANIEM, A SZCZEGÓLNIE TEN ROZDZIAŁ. (NIE PODOBA MI SIĘ ) NO WIĘC NA KONIEC, DZIĘKUJĘ :
-PAT - za te szczere opinie na temat rozdziałów, na prawdę serce się cieszy gdy to czytam, fajnie, że tak bardzo to wszystko przeżywasz, bo o to mi chodziło, o wzruszanie ludzi.
-CROCODILLE - dziękuję, że podoba ci się mój styl, gdyż ja uważam go za przeciętny
-MAGDA - ja widzisz, Harremu nic nie jest, więc możesz być spokojna
-GATI - kochanie, ty wiesz, co ja ci pisałam. Dziękuję ci z całego serca, że tak ci się to podoba i życzę, abyś rozwiązała swoje problemy no i szybkiego powrotu do pisania, wzruszasz mnie i ty dobrze o tym wiesz xxxx <3
-JULIA -  debilu ty jeden ! twoje wiadomości na fejsie dotyczyły tylko jednego : kiedy będzie nowy rozdział, a w szkole to już w ogóle nie dało się z tobą przeżyć. Jednak mimo to, dziękuję ci za wsparcie, za chęć rozczesywania mojego afro, kupna długopisów, robienia notatek,  zadań domowych. po prostu za wszystko kochanie <3



JEŚLI CHCESZ SIĘ ZNALEŹĆ NA TEJ LIŚCIE DODAJ KOMENTARZ, A NA PEWNO CI PODZIĘKUJĘ ( NIE ZAPOMNIJ O IMIENIU, ŻEBYM WIEDZIAŁA KOMU NAPISAĆ)

JEŚLI CHCECIE BYC INFORMOWANI O ROZDZIAŁACH NAPISZCIE DO MNIE LUB ZOSTAWCIE NICK W KOMENTARZU !
DZIĘKUJĘ, DOBREJ NOCY ŻYCZĘ .

@neel_xoxo

wtorek, 5 czerwca 2012

Rozdział 2. "We been in the dark for way too long, But when we turn around we see light shine through the haze"


Ruszyłam po schodach na górę. Cieszyłam się na to spotkanie. Strasznie brakowało mi go. Te słodkie oczy po prostu hipnotyzują, loczki są takie miękkie, a dołeczki ... Najsłodsza rzecz jakąkolwiek widziałam. Elaine, przestań fantazjować o swoim przyjacielu. Ledwo weszłam do pokoju i dostałam smsa. Szybkim ruchem odblokowałam komórkę i spojrzałam na nadawcę. Był to Harry. Na samą myśl czułam motyle w brzuchu. Czy ja się zakochałam ? Nie. Po prostu cieszę się na spotkanie. Chyba. Przysłał mi adres hotelu i napisał, że juz wychodzi z domu. Poszukałam jakieś większej torby i wrzuciłam to świeże ciuchy na przebranie, kosmetyki. Gdy byłam już spakowana ubrałam na siebie czarne rurki, biały T-shirt i ciemne trampki. Gotowa ruszyłam do drzwi.
-Cześć mamo ! - rzuciłam.
-No cześć, cześć. Baw się dobrze ! - krzyknęła z kuchni. Uśmiechnęłam się pod nosem i wyszłam z domu. Wyciągnęłam kluczyki z torebki i otowrzyłam nimi auto. Do bagażnika wrzuciłam torbę z ubraniami, akiedy chciałam już wsiąść, na podjazd wjechał samochód. Wysiadł z niego Liam.
-Gdzie jedziesz ? - zapytał. Raczej zażądał odpowiedzi. Wszystko się we mnie gotowało, jakbym zaraz miała wybuchnąć jak wulkan. Jego bezczelność była nie do zniesienia.
-Nie ważne- odrzekłam tępo wpatrując się w jego rysy twarzy. Zaczął zmniejszać odległośc między nami. Szybko chwyciłam za klamkę bojąc się tego, że odkryje dokąd zamierzam się udać. Nie pragnę kolejnej kłótni. Już miałam otwierać lecz przerwał mi to ścisk na moim nadgarstku.
-Pytam się gdzie jedziesz ? - zmienił swój ton na bardziej ostrzejszy. Brakuje mi tego kochanego Liama. Szkoda, że pokazuje go tylko przed kamerami. Nie potrafię go już nazwać moim bratem, a jednak tęsknię za nim gdy go nie ma.
-Nie twój interes - odburknęłam. Do moich oczu cisnęły się łzy. Każda nasza bliższa konfrontacja kończy się strumieniami po cichu wylewanych przeze mnie łez. Szybko otworzyła drzwi, a jego palce wciąż znajdowały się zaciśnięte na mojej ręce. Wyrwałam mu się szybko i potarłam piękące miejsce przy dłoni. Zostawił czerwony ślad swoich palców. Chcę spowrotem mojego Liama. Nie chcę ukrywać przyjaźni z jego przyjacielem. Gdy nie ma go w domu, czuję pustkę lecz gdy z nów się pojawia jest jeszcze gorzej. Wsiadłam wreszcie do czarnego Audi mamy. Położyłam na fotelu obok torebkę i drżącymi rękoma próbowałam włożyć kluczyki do stacyjki. W końcu mi sie udało, a łzy się uwolniły. Zaczęły spływać jedna po drugiej. Na nie szczęście widział to mój brat i patrzył w moją stronę otępiałym wzrokiem. Szybko nacisnęłam pedał gazu i wyjechałam na ulicę. Po kilku minutach łzy wyschnęły, a ja zjechałam na pobocze. Popłakałam się przy Liamie. Jak mogło do tego dojść ? Ja już naprawdę nie wytrzymuję tego napięcia między nami. Rodzice też nie. Uspokoiłam się i wystukałam w nawigacji adres hotelu. Spojrzałam na zaegarek.  Była dopiero 5. Z racji tego, że zostało mi dużo czasu do umówionej godziny, postanowiłam zjechać do McDonalda. Zaparkowałam samochód i udałam się do restauracji. Nie było wielkiej kolejki, więc zamówiłam sobie sałatkę i sok pomarńczowy. Po chwili siedziałam w kącie i delekotwałam się jedzeniem. Sięgnęłam po komórkę do torebki. Spojrzałam na wyświetlacz.  No tak, miałam wyłączony głos. 4 nieodebrane: Liam, Liam, Harry, Liam. 6 wiadmomości tekstowych. Liam : "Przepraszm", Liam: " El, proszę oddzwoń", Harry : "jesteś w drodze ?", mama: " Wiem, że to nie mój interes, ale co zaszło między tobą a Liamem?", Liam: "Zadzwoń", Grace: Jestem na miejscu. Jest świetnie. Brakuje mi cię. Pozdrowienia z USA."
Poczułam dziwne ciepło w brzuchu czytając wiadomości od Liama. Może coś do niego w końcu dotarło ? Bądź mama go namówiła. Czyżby widok płaczącej mnie nagle go nawrócił ? Może uda się jakoś uratować wakacyjne plany ? Bardzo bym chciała do niego zadzwonić i powiedzieć jak bardzo go kocham. Postanowiłam odpisac tylko Grace. Napisałam, że cieszę się,że jej się podobai bardzo za nią tęsknię. Odłożyłam telefon na bok i wróciłam do pałaszowania mojej sałatki. Nagle poczułam nieodpartą chęć porozmawiania ze Stylesem. Obracałam w rękach komórkę zastanawiając się czy zadzwonić, czy nie. W końcu nacisnęłam zieloną słuchawkę. Jeden sygnał, drugi, trzeci. To bez sensu. Przecież on prowadzi auto. Jeszcze coś się stanie. Już chciałam się rozłączyć...
-No, nareszcie zadzwoniłaś. Już się bałem - w słuchawce odezwał się jego niski głos. Był lekiem na moje nerwy. Gdy go słuchałam wszystko znów wracało do normy.
-Właśnie siedzę w maku i widzę, że dzwoniłeś - powiedziałam. Grzebałam w sałatce widelcem. Po co do niego dzwoniłąm w ogóle ? Żeby powiedzieć, że siedzę w McDonaldzie ? Chyba wreszcie muszę się przyznać, że kręci mnie barwa jego głosu i sposób w jaki mówi. Tak czule i ciepło.
- Żarłok - zaśmiałąm się na to słowo.- Ja już mam ponad połowę drogi za sobą. Już nie umiem się doczekać aż cię zobaczę - wręcz czułam, że się uśmiecha. Moje uczucie do tego chłopaka z każdą minutą coraz bardziej wzrastało. Pamiętam nasze pierwsze spotkanie jakby to było wczoraj.

-Hej, El! To jest nasz zespół ! Oni są niesamowici ! - krzyczał mi Liam do ucha. Ja tylko się uśmiechałam trzymając go w tali. Nie wierzyłam, że mój kochany brat znów jest tutaj. Tutaj, czyli w X-Factorze.
-No Liam. A mówiłeś, że nie masz dziewczyny- powiedział chłopak z przydługimi brązowymi włosami. Zaczęłam się śmiać tak głośno, że chyba słyszało mnie całe studio. Reszta chłopaków stała z wyczekującymi od Liama odpowiedzi minami.
- No co ? Nie wspominałeś o niej - rzekł trochę zdezorientowany chłopak.
-Louis, idioto. To jest moja siostra - rzekł poirytowany Liam. Wszyscy zaczęli się śmiać i po kolei przedstawiać. Najpierw był Louis. Następny był Zayn. Chłopak o brązowych oczach i ślicznym uśmiechu. Po nim moją rękę uścisnął blondasek o krzywych zębach - Niall. Na koniec przedstawił się lokaty chłopak, Harry. Zamiast uścisnąć moją dłoń przytulił mnie bardzo mocno. Do moich nozdrzy dostał się intensywny zapach perfum. Gdy się oderwałam ukazał rząd bielusieńkich zębów. Moją uwagę przykuły zielone oczka, które były wpatrzone we mnie. Odwzajemniłam uśmiech i stanęłam przy boku brata.

Wtedy już wiedziałam, że Hazza i ja będziemy blisko. Nagle w słuchawce usłyszałam pisk opon...
-Cholera!- krzyk Harrego.



**************************


TAK. WIEM. KRÓTKI !  no ale cóż. 200 wejść to nie mało. I dziękuję za komentarze, a szczególnie PAT ;D bardzo ucieszył mnie twój komentarz i oby takich więcej :) Jeżeli są błędy to przepraszam, ale dodaję to szybko żeby  było, bo zaraz znów wychodzę. Postaram się dodać 3 w jak najbliższym czasie, co niestety uniemożliwiają mi ostatnie problemy. Pech mnie prześladuje. A wczoraj z biletem to już w ogóle. PROSZĘ O KOMENTARZE ! POLECAJCIE ZNAJOMYM !

niedziela, 27 maja 2012

rozdział 1 . "A kiedy wredny los daje w kość, ciągły pech, mamy dość"


*rok wcześniej*
-Suupermaaaaan! - rozległ się dźwięk dzwonka w mojej komórce, a właściwie to głos Louisa krzyczącego swoją słynną kwestię. Tak, była 7:30 i pierwszy dzień wakacji, a ja głupia zapomniałam wyłączyć budzik. No cóż bycie absolwentką liceum mnie bardzo cieszyło, choć te wakacje nie zapowiadały się jakoś specjalnie super. Żadnych melanżów, dyskotek i tych innych rzeczy, co zazwyczaj robią świerzo upieczeni studenci. Ja byłam inna i postanowiłam na studia iść dopiero za rok. Jako, że Wolverhampton nie było jakimś wielkim miastem nie znajdowały się tu żadne uczelnie i college, więc wszyscy moi znajomi pewnie  za parę godzin będą rozpakowywać swoje rzeczy w akademiku. Moja przyjaciółka już wczoraj miała samolot do USA. Dostała się na uniwersytet w Massachiusets. Sądzę, że w przyszłości będziemy zawdzięczać jej któryś z postępów w nauce. Miała do siebie żal, że mnie tu zostawia ale wytłumaczyłam jej spokojnie, że jak na razie mam inne plany, które zamierzam spełnić i to już niebawem. Grace była moją jedyną przyjaciółką. Śliczna brunetka z mózgiem jak globus. Idealna kandydatka na dziewczynę, ale ona "musi skupić się na nauce, w przyszłości będzie czas na miłość" tak powtarzała gdy mówiłam, że ktoś się na nią patrzy. Nigdy jej nie dorównywałam, zarówno w urodzie jak i nauce. Byłam dość niską osobą, z burzą delikatnych ciemnoblond  loków bądź fal, a nauka ... Jeśli się postarałam potrafiłam wyciągnąć średnią 4,48. Z charakteru też byłyśmy różne. Ona : wrażliwa, kochająca, współczująca, miła. Ja: zimna, wredna, zero szacunku itd. Nie, nie przeszkadzało mi  to, jej także.   Zawsze potrafiłyśmy się dogadać. Podniosłam wreszcie mój ciężki tyłek z łóżka i ociężale ruszyłam stronę drzwi, potem korytażem, schodami, znów korytażem i usłyszałam kogoś w kuchni. Pomyślałam, że to znów mama wzięła niezapowiedziany urlop i chce popsuć mi dzień w piżamie i przed telewizorem zaganiając mnie do pracy. Weszłam wreszcie do pomieszczenia i to, co zobaczyłam, bądź raczej kogo, zupełnie wyprowadziło mnie z równowagi. Chciałam się uśmiechnąć i rzucić mu na szyję lecz powstrzymałam się, przybierając maskę niewzruszonej i obrażonej. Za co ? Za to, że mój braciszek uważa, że nie powinnam całować się z jego kumplem. Raz nam się tam wymsknęło spod kontroli na imprezie i mam kategoryczny zakaz widywania się z jego przyjaciółmi, którzy są mega przystojni, a także którzy od tego momentu nie są zapraszani do nas do domu. Podeszłam do lodówki, udając jakby to był zwykły dzień, a my bylibyśmy zwykłym rodzeństwem, jakby te sześć tygodni ktoś wymazał z naszego życia. Otworzyłam wreszcie i sięgnęłam po jogurt. Wtedy dopiero mnie zauważył.
- Elaine ! - krzyknął i chciał przytulić i podnieść, lecz ja byłam szybsza i odsunęłam się lekko wyciągając ręce przed siebie w geście obronnym. Przybrałam znów kamienną twarz.
-Liam. - wypowiedziałam to cicho i bezdusznie jakby był ostatnią osobą, którą chciałam teraz zobaczyć. Oczywiście tak nie było. Tęskniłam za nim. Jak ktoś o nim wspominał w moim towarzystwie to łzy cisnęły mi się do oczu. Brakowało mi go. Zawsze mnie pocieszał, potem przytulał i znów pocieszał, i tak w kółko. Rozumieliśmy się bez słów, już w łonie matki od dziewiętnastu lat. Często się kłóciliśmy, ale po pięciu minutach padaliśmy sobie w ramiona i przepraszaliśmy się nawzajem, mówiąc jacy byliśmy głupi. Zawsze wierzyłam w jego talent i gdy odpadł pierwszy raz w X-Factorze to ja pomogłam mu wyjść z dołka i to dzięki mnie poszedł tam drugi raz i zyskał sławę. Lecz odkąd on i jego zespół stali się sławni na światową skalę poczułam jakąś pustkę. Nie była to zazdrość. Była to tęksknota za osobą jaką był kiedyś. Brakowało mu dla mnie czasu, szczególnie wtedy kiedy go najbardziej potrzebowałam. Potrzebowałam go, kiedy moja największa miłość mnie zdradziła. Potrzebowałam go, kiedy nie dawałam sobię rady z rządzącymi mną uczuciami. Potrzebowałam go wtedy, kiedy moje życie stanęło pod znakiem zapytania. Ale on... On musiał śpiewać, on musiał robić karierę. Nie dopuszczał do siebie myśli, że podoba mi się jego przyjaciel i zaczął kontrolować moje życie. Wtedy nasz kontakt się urwał. Ograniczliśmy się tylko do 'cześć' rano lub czasem w ogóle nie zamieniliśmy słowa.
- No hej, nie było mnie półtorej miesiąca i tylko na tyle cię stać? - powiedział lekko zdenerwowanym tonem opierając się o blat stołu.
-Wybacz, ale nawet nie zauważyłam nieobecności twojej osoby w tym domu - rzekłam oschle, zamknęłam lodówkę i zgrabnie wyminęłam go podąrzając do szuflady po łyżeczkę.
-Nie zachowuj się jak dziecko. Tęskniłem za tobą. - odwrócił się i uśmiechnął. Uniosłam jedną brew i próbowałam powstrzymać się od wybuchnięcia śmiechem. Tak, jasne. Tęsknił. I za mną i za Danielle, którą co wieczór w jakimś klubie pewnie zdradzał. Bo akurat zatęskniło mu się do kochanej siostrzyczki, którą jako ostatnią wyniósłby z płonącego domu. Łyżeczki by prędzej uratował niż mnie.
-Jest coś takiego jak telefon. W każdej chwili mogłeś zadzwonić. - prychnęłam i poszłam do salonu. Liam zrobił to samo.
-Nie miałem czasu. - rzekł. Uniosłam jedną brew do góry patrząc wprost w jego ślepia. Nie no, dobre, nie miał czasu. Czy on na serio uważa mnie za aż taką głupią ? Mam nadzieję, że nie.
- A zdradzać Danielle z pierwszą lepszą to miałeś czas ? - dogryzłam mu. Tym razem chyba pożądnie, bo w skupieniu analizował moje zdanie w swojej głowie. Widziałam to po nim. Wiedziałam, kiedy próbował na szybko wymyślić jakąś wymówkę na szybko. Nigdy mu się to nie udawało, więc to zawsze ja ratowałam mu dupę.- Dobra, Liam. Nie główkuj tyle, bo wiem, że i tak nie wymyślisz nic sensownego, abym mogła ci uwierzyć. - rzekłam i zabrałam się do pałaszowania mojego jogurtu, ignorując tym samym mojego zdezorientowanego bliźniaka.
- Czy mogłabyś jej o niczym nie mówić ? Proszę, byłem pijany. Nawet nie pamiętam jak one wyglądały. - usiadł obok i próbował mnie zbajerować na te jego słodkie oczka. Nie działało to na mnie. W środku gotowało się we mnie ze złości. Miałam wielką ochotę przywalić mu w twarz za to, jaki był ostatnio, jak się zmienił. Ale z drugiej strony chciałam go przytulić, wypłakać się, powiedzieć jak wszystko ostatnio obróciło się o 180 stopni, jak ja się zmieniłam. Dlaczego on nigdy niczego nie zauważał ? Dlaczego nawet najmniej istotna rzecz potrafiła zwrócić na niego uwagę, ale nie ja ? Kocham go i brakuje mi tych wspólnych chwil polegających na graniu w otwarte karty. Nigdy niczego przed sobą nie ukrywaliśmy.
- ONE ? czyli było ich więcej tak ? Posłuchaj, Danielle to moja przyjaciółka. Nie mówię, że najlepsza, ale jednak wiele rzeczy jej mówię, tymbardziej jeśli chodzi o ciebie, czyli jej chłopaka. - rzuciłam i sięgnęłam po pilot z telewizora.
-Nie mów jej nic. - nadal błagał. Ale nic za darmo mój drogi.
- I tak poprostu mam jej nic nie mówić ? Potrzebuję czegoś w zamian. - uśmiechnęłam się cwaniacko. Uniósł brew. Chyba nie spodziewał się takiej wypowiedzi.
-Eh... No dobra. Co tym razem ? - zapytał obojętnie. Wyszczerzyłam się triumfalnie. Widać nie wie chłopak na co się pisze. I dobrze. Pójdzie łatwiej.


-Mamo ! No proszę cię. Ona nie może jechać ze mną w trasę. Co powiedzą chłopaki gdy się dowiedzą, że zabieram siostrę ?! - darł się na cały dom Liam. Matka tylko przewróciła oczami i powróciła do rozpakowywania zakupów. Ja siedziałam sobie spokojnie na blacie kuchennym i popijałam sok pomarańczowy. Uwielbiałam dokuczać mojemu bratu. Ten pomysł był jednym z najlepszych. Nie dość, że spędzę sobie wakacje w Ameryce to jeszcze będę mu uprzykać życie. Wakacje idealne. - El! powiedz, że to jeden z tych twoich głupich pomysłów i jutro stwierdzisz, że nigdzie nie jedziesz ! To mają być wymarzone wakacje, a jeśli wymarzone to ciebie w planach nie ma, rozumiesz ?! - nadal krzyczał. Nie powiem, zraniło mnie to. Jeszcze nie dawno prędzej by przyszdł do mnie i zapytał czy pojadę, niż powiedział rodzicom o jakimkolwiek wyjeździe. Nie sądziłam, że staniemy się jak obcy sobie ludzie. Do oczu napłynęły mi łzy po usłyszeniu tych kilku słów, które wypowiedział mój bliźniak. Elaine ! nie, proszę. Nie możesz się rozkleić. Jesteś twarda. Nie okazuj słobości ! Nie temu gówniarzowi.
-Liam ! - krzyknęła matka. - Zacznij się interesować swoją siostrą. Nie codzienne można sobie pojechać do Stanów, a twoja siostra ma taką możliwość. Zawsze chciała tam pojechać, a ty chociaż raz możesz się jej odwdzięczyć za wsparcie jakim cię obdarzyła! - była zła na niego. Tez miała dość jego gwiazdorskiej dupy, która ciągle coś chciała i nie dbała o innych. On się zmienił. Dla mnie nie jest Liamem Paynem. Dla mnie jest kolejną gwiazdeczką, której woda sodowa uderzyła do głowy.
-Ona ? Wspierała ? No proszę cię. Chyba chcesz mnie rozśmieszyć. Kiedy ona mnie wspierała ? Chyba przy porodzie jak blokowałem jej wyjście na świat. - powiedział z ironią. Teraz to przesadził. Jak mógł powiedzieć, że go nie wspierałam ?! Zeskoczyłam niewzruszona z blatu i poszłam do pokoju. Łzy wreszcie wydostały się na powierzchnię i po chwili moje policzki były całe mokre. Zamknęłam drzwi na klucz i postanowiłam zrobić to, co zawsze robiłam, gdy nie wytrzymywałam z nim pod jednym dachem. Załączyłam laptopa i weszłam na skype'a. Tak ! Był ! Tylko tego teraz pragnęłam. Szybko zadzwoniłam. Po chwili odebrał. Twarz od razu mi się rozpromieniła na widok tych cudownych loczków i zielonych oczu. Tylko on wiedział jak jest na prawdę. Jaka ja jestem naprawdę. Wiedział, że jestem wrażliwa. Wiedział, dlaczego jestem taka oschła. Był młodszy o rok, ale zawsze był moim przyjacielem. Od kiedy poznałam go w x-factor zrobił na mnie wrażenie.
-Cześć Harry - powiedziałam łamiącym się głosem. Ukazał rząd swoich równych ząbków, lecz zaraz uśmiech zszedł z jego twarzy.
-Ellie  ! - tylko on tak do mnie mówił. Zawsze lekko się wzdrygałam na dźwięk tego słowa wypowiadanego przez loczka.- Co się stało ? Płakałaś ! Czy to znowu przez niego ? - mówił szybko. Zawsze się denerwował, gdy płakałam przez Liama. Tyle razy chciał mu coś wygarnąć na ten temat, ale wiedział, że nie może. Naszą przyjaźń utrzymywaliśmy w tajemnicy. Gdyby mój brat się dowiedział, zrobiłby wszystko, abym przestała się z nim kontaktować. Spuściłam głowę w dół, by nie zobaczył spływającej łzy.
-Co tam u ciebie ? - powiedziałam tępo wpatrując się w biurko. Chciałabym go teraz przytulić, ale niestety był w Holmes Chapel. Jakieś 3 godziny stąd.
- Nie próbuj mnie zagadywać. Co jest ? - zapytał z czułością. Był takim wymarzonym chłopakiem i idealnym przyjacielem.
-Nic- rzuciłam. W mojej głowie znów pojawiły się te słowa : "To mają być wymarzone wakacje, a jeśli wymarzone to ciebie w planach nie ma, rozumiesz ? " Kolejne łzy.
-Dziewczyno. Znów cię zranił. Nie będę tego tolerować. Powiem mu wszystko - rzekł. eee... co proszę ? Czy on na serio aż tak mnie nie cierpi, że chce zerwać naszą przyjaźń ?
-Nie ! Nie możesz. Poradzę sobie. Już się przyzwyczaiłam. - szepnęłam.
-Dobra, widzę, że nic z ciebie nie wyciągnę. Więc czekaj chwilę. - zaczął coś robić na swoim komputerze.Podziwiałam jego idelane rysy twarzy. Kilka krostek, różowe usta, mały nos, brązowe loki. To wszystko było zbyt piekne. Ej, El to twój przyjaciel.Ogarnij się.
- No więc. Jest godzina 3. Na 7 powinienem zdążyć, więc o 7 w Stafford w Swan Hotel. - chwila. Czy on właśnie zaproponował mi spotkanie ?
- Co ? Ty jesteś niepoważny ! Wróciłeś niedawno. To zły pomysł. - stwierdziłam.
- Wcale nie. Ja będe tam za około 2,5 godziny ty za jedną. Spokojnie pogadamy chociaż. I tak miałem zamiar się z tobą spotkać po przyjeździe. - uśmiechnął się zawadiacko. I jak można nie ulec ? Może to i dobrze. Spotkam się z nim, zostanę tam na noc, a jak wrócę do domu Liam będzie już u Danielle.
- Eh, no okej. Postaram się. - co ja zrobiłam ? Czy ja właśnie umówiłam się na spotkanie z Harrym Stylesem w hotelu jakieś półtorej godziny jazdy stąd ?
- Zarezerwuję pokój i powiem recpcjonostce, że będę na ciebie czekał. Podasz im swoje nazwisko, przyjdziesz do mnie i pójdziemy na kolację. - nadal się uśmiechał.
-Ok. - odwzajemniłam uśmiech. Co ja robię ? Myślałam, że jestem mądrzejsza i nie ruszają mnie takie rzeczy jak słodki uśmiech, piękne oczy.
- To do zobaczenia o 7. Pa. - pożegnał się i zakończył rozmowe. Uśmiech nie schodził z mojej twarzy. Dobra, wiem, że to mój przyjaciel, ale działa tak chyba na każdą dziewczynę. Zeszłam na dół i w kuchni zastałam gotującą mamę. Po Liamie w domu nie było śladu. Może to i dobrze.
-Mamo ? - odwróciła się i przerwała swoją czynność. Spojrzała na mnie swoimi miodowymi oczami. Tymi samymi, jakimi ja patrzę na siebie w lustrze. - Mogę wziąć twój samochód ? - zapytałam. Włożyła rękę do kieszeni spodni i wyciągnęła pęk kluczy.
-Tak, jasne. A gdzie jedziesz ? - spojrzała na mnie podejrzliwym wzrokiem.
- Jestem umówiona i nie wiem, czy wrócę na noc.- końcówkę dopowiedziałam szeptem. Nie lubiłam, gdy mama dopytywała się o szczegóły. Podniosła brew.
- Do kogo tak pędzisz ? - uśmiechnęła się zawadiacko. No nie powiem jej, że do Harrego. Wymsknie jej się przed Liamem i stracę mojego przyjaciela. Myśl El, myśl. Gdzie jedziesz ? Do klubu ? Tak, do klubu.
-E... no ... Do klubu - uśmiechnęłam się nieśmiało. Nie cierpiałam jej okłamywać. Kocham ją, zawsze jej wszystko mówiłam. Teraz pojawiły się tajemnice, kłamstwa.
- Na całą noc ? - wróciła do gotowania. Lubiłam  w niej to, że nie miała problemów z tym, że wychodzę wieczorami i wracam rano. Po prostu mi ufała. Myślała, że wie o mnie wszystko i nie zrobię żadnego głupstwa. Kiedy pomyślę, że tak perfidnie ją okłamuję zamiast powiedzieć prawdy to zdaję sobie sprawę jaką jestem okropną córką.
- No wiesz... Nie wiem. tak zakładam - znowu to zrobiłam. Powinnam się ugryźć w język. Raz a porządnie. Ale to następnym razem. - To mogę ? - powiedziałam wyczekująco.
-Łap - rzuciła w moją stronę kluczyki.
-Dzięki.


********


ŁUHU ! właśnie skończyłam 1 rozdział. jestem z siebie dumna.  PROSZĘ O KOMENTARZE.

sobota, 26 maja 2012

Prolog . " A wtedy już nic nie było takie samo"


-Czyje jest to dziecko ? - pytał patrząc na mnie zaszklonymi oczami. Sprawiałam mu ból. Nie zasługiwał na to. Nie zasługiwał na mnie. Od jego brązowych tęczówek nie bił już taki blask jak kiedyś. Teraz były przepełnione bólem.
- Nie wiem. Nie mam pojęcia, rozumiesz ? - odpowiedziałam. Byłam bliska płaczu, on również. Jak mogłam nie wiedzieć, kto jest ojcem mojego nie narodzonego dziecka ? Stałam się zwykłą szmatą,  a on chciał mnie jeszcze zatrzymać. Czy on był ślepy ?
- Nawet jeśli nie jest moje, ja chcę być z tobą i z nim - dotknął mojego brzucha- Chcę je wychować, doczekać się wnuków i się zestarzeć. Razem z tobą, wtedy będę najszczęśliwszą osobą na świecie - uśmiechnął się i objął moją twarz dłońmi.
- Ja cię zdradziłam, Zayn. Nie widzisz tego ? Stałam się dziwką w twoich oczach i ty po tym wszystkim chcesz ze mną być? Nie oszukujmy się. Zaczęło się między nami psuć, zająłeś się karierą, a ja zaszłam w ciążę. Nie może tak być. Ty masz się cieszyć  życiem, a ja ci to będę uniemożliwiać. Żegnaj. Mam nadzieję, że znajdziesz sobie kogoś odpowiedniejszego, kto da ci dużo miłości i szczęścia. - odwróciłam się i ruszyłam ze swoją walizką do taksówki, która stała już pod domem. Wsiadłam i odwróciłam głowę, aby nie patrzeć na Malika. Nie chciałam widzieć jego twarzy przepełnionej kolejny raz smutkiem spowodowanym mną samą.
-Na Heathrow - powiedziałam taksówkarzowi.



********************


JACIE JACIE. 
strasznie długo zwlekałam z opublikowaniem tego. Bardzo proszę o zostawienie komentarzy.