Wystąpił błąd w tym gadżecie.

piątek, 27 lipca 2012

Rozdział 5. "I've been walking around with my eyes on the floor and now you're everywhere to me"

Amy MacDonald - Slow It Down



-Harrods ? Dan, to nie jest najlepszy pomysł ... - szepnęłam gdy stanęła przy najdroższym i najbardziej luksusowym domie towarowym na świecie w Londynie.
-Nie marudź. Gala za dwa dni, a ty nie masz sukienki - mówiła parkując samochód. No tak, rozdanie nagród Brit Awards. Oczywiście przeinteligentna dziewczyna mojego brata wpadła na bardzo nietaktowny pomysł, abym poszła z nimi. Liamowi mina zrzedła lecz niestety nie miał nic do gadania, bo chłopaki podchwycili temat. Niall od razu się zaoferował, że zostanie moją parą. Ja jak zawsze go zbyłam mówiąc, że nie potrzebuję towarzystwa. Jedynie Harry się nie odzywał. Tak, jak kazałam. Nie chciałam, żeby przez jego niewyparzony język coś mu przez przypadek wyleciało z ust. - A zresztą Hazza chętnie by z tobą poszedł. Zauważyłam jak się na ciebie patrzy - poruszyła znacząco brwiami. Całe szczęście Harry uratował sytuację, która wydarzyła się w Swan Hotel mówiąc, że był tam wtedy ze swoją przyjaciółką ze szkoły. Oczywiście wszyscy mu uwierzyli.
-Jakoś nie wydaje mi się, abym chciała z nim spędzić cały wieczór i pokazać się na czerwonym dywanie wśród fotoreporterów i Stylesem u boku - rzekłam z ironią. Próbowała ukryć moją nieodpartą chęć na pójście tam z moim najlepszym przyjacielem. Ale trzeba było się trzymać planu. To było najważniejsze.
- No to z kim ? Niall ci się zaoferował, a ty go odrzuciłaś - powiedziała z nutką smutku w głosie. Szkoda mi było w tamtym momencie Horana. To taki uroczy chłopak, ale ja jednak wolałam odrzucić jego propozyjcę, choćby ze wzdględu na Harrego. Czułby się nieswojo widząc swoją przyjaciółkę z przyjacielem i do tego udając, że mnie nie lubi. Bo takiej wersji się trzymaliśmy.Zresztą nie przepadam zbytnio za blondaskiem.
-Nie wiem. Pójdę sama. A zresztą ... Nigdzie nie idę. Zostanę w domu i będę was oglądać w telewizorze . - burknęłam krzyżując ręce.
- Och, El. Chodź. Rozerwiesz się chociaż trochę. Odstresujesz... - uśmiechnęła się do mnie. Liam miał naprawdę niesamowitą dziewczynę, a jeszcze ją zdradzał na prawo i lewo. Czasami się zatanwaiałam, czy jej o tym nie powiedzieć. Z jednej strony należała się jej prawda, a z drugiej zostawiłaby go i prawdopodobnie już więcej bym jej nie ujrzała. Może Liam przejrzy wreszcie na oczy.  Ma przepiękną i inteligentą dziewczynę, a umawia się z jakimiś po bokach.
-Elaine ! - wyrwała mnie z zamyśleń brązowooka - Czy ty mnie w ogóle słuchasz ?
-Tak... - spojrzałam na mnie spod byka - Nie. Przepraszam. Co mówiłaś ?
- Mówiłam, żebyśmy się zbierały,bo nie mam zamiaru siedzieć tutaj z tobą i się kłócić. - powiedziała wychodząc z auta, które okrążyła i po chwili była po mojej stronie. Otworzyła moje drzwi. - Wychodź.
- No dobra, już. - rzekłam i sięgnęłam po swoją torebkę na tylne siedzenie.


- Dan, tu nic nie ma -  rzuciłam zrezygnowana. Odwróciłam lekko głowę w prawo i mnie zamurowało. Na manekinie wisiało pudrowe cudo. Sukienka z przodu do kolan,  z tyłu troszkę dłuższa. Pod piersiami delikatna beżowa wstążka lekko zwężająca w tym miejscu materiał. Aż oczy mi się zaszkliły na ten widok. Jak można uszyć coś tak pięknego ?
-Danielle ! Patrz ! - zawołałam moją towarzyszkę. Gwałtownie się odwróciła słysząc mój radosny  głos pierwszy raz tego dnia.

* - Boże. Liam, ta kratka jest fajna - jęczałam nie mogąc znieść dłużej mojego brata przymierzającego ciuchy.
-Ale na pewno ? - zapytał. Jeszcze raz zada to pytanie to wyjdę stąd i będzie do domu wracał beze mnie.
-Tak. Pasuje idealnie ! Czy mozemy już iść ? - lekko się denerwowałam.
-Dobra, czekaj. Tylko się przebiorę - posłał mi przepraszający uśmiech. Westchnęłam i poszłam do kasy. Zapłaciłam za moje rzeczy, poczekałam na Liama i razem wyszliśmy z galerii.
-Mówił ci ktoś, że jesteś urocza gdy się denerwujesz ? - zaśmiał mi się do ucha.*


- O jacie. Ty to masz gust - zapiszczała Peazer. Spuściłam wzrok na stojak od manekina. Aż mną wstrząsnęło gdy zobaczyłam cenę. Prawdę mówiąc była to chyba najtańsza rzecz jaką tu dzisiaj zobaczyłam. - No i co tak stoisz ? Weź ją przymierz ! - pchnęła mnie lekko dziewczyna mojego brata.
-Widziałaś cenę ? - ni to pisnęłam, ni to szepnęłam. - 1800 funtów ? No bez przesady. Wejdę do pierwszego lepszego sklepu na Oxford Street i kupię tam ładniejszą za 15.
- Ale jednak będzie ta satysfakcja, że z Harrods i nikt nie będzie miał takiej samej - zachęcała mnie. No nie powiem, była ładna. Kusiła mnie niesamowicie, ale jednak rozsądek mówił, abym te pieniądze przeznaczyła na coś innego.
-Dan, jeśli ją kupię nie będę miała pieniędzy na podróż do Stanów. Pracowałam na nie przez ostatnie miesiące.
- Och, patrz ! - pomachała mi jakąś kartą przed nosem - Liam dał mi jego kartę, a kasy ma tam nie mało. Jeszcze dokupimy buty i torebkę - uśmiechnęła się zachęcająco.
- No nie wiem ... - nie sądziłam aby był to najlepszy pomysł. Mój brat raczej nie skakałby ze szczęscia gdyby dowiedział się, że jego "ukochana" siostrunia kupuje sobie za jego kasę sukienkę za prawie 2000 funtów.
-Spokojnie, nie dowie się. Nie sprawdza nigdy rachunków. Ja też sobie kupię tutaj coś i nie będzie wypytywał - obdarzyła mnie jej najpiękniejszym uśmiechem. Szkoda, że braciszek nie potrafił tego docenić. Musiałam jej powiedzieć prawdę, innego wyjścia nie było.
-No dobra - ugięłam się w końcu pod jej namowami. Weszłyśmy do sklepu. Od razu zaatakowała nas ekspedientka z wymyszonym uśmiechem.
-Dzień dobry, mam na imię Jane i dziś będę państwa obsługiwać. W czym pomóc ? - odezwała się lekko piszczącym głosem.
-Moja przyjaciółka chciałaby przymierzyć tę oto sukienkę - odezwała się Dan i wskazała manekin.
- Jaki ma pani rozmiar? - zapytała Jane
-Elanie, nazywam się Elaine. Nie żadna pani. A rozmiar mam średni. - powiedziałam z naciskiem na pierwsze zdanie, lecz starałam się aby zabrzmiało grzecznie.
-No dobrze, na magazynie na pewno mam jakiś egzemplarz. - rzekła lekko zirytowana. Dlatego nie lubiłam takich ekstrawaganckich  sklepów. Nie tylko ze względu na cenę, ale także na obsługę.
- Patrz na te buty - oczy Danielle się zaświeciły. Ja swoimi tylko przewróciłam.
- Masz podobne - rzuciłam od niechcenia.
-Och, głupia. Miałam na myśli ciebie ! Patrz, nawet 4. - no nie. Wybierz się tu człowieku na zakupy z Danielle Peazer, na pewno nie wyjdziesz z pustymi rękoma.
- Proszę, Dan. Wybiorę jakieś z szafy. - lekko szarpnęłam brunetkę, żeby odciągnąć ją od szpilek.
-Nie. Masz je przymierzyć tu i teraz ! - takiej stanowczej to jej jeszcze nigdy nie widziałam.
-Dobra, nie krzycz ! - już miałam je wziąc do ręki, kiedy z magazynu wyszła Jane niosąca przezroczysty pokrowiec, a w nim pudrowe cudo.
-Twoja sukienka, a przymieżalnie są tam - wskazała ręką za moje prawe ramię.
-Mhm, dziękuję - starałam się uśmiechać. Wzięłam sukienkę do ręki, pochwyciłam jeszcze buty i udałam się, aby to wszystko przymieżyć.
-Hej ! - krzyknęła Dan - Jeszcze to ! - podała mi torebkę w takim samym kolorze, co buty, czyli czarnym. Skarciłam ją tylko wzrokiem, wzięłam tą torebkę i weszłam do kabiny. W sumie to sukienka ładna, buty i torebka też. Tylko coś tu nie pasuje. No tak... Przyszła właścicielka. Niestety nie jest taka ładna jak reszta. Trzeba coś z sobą zrobić. Może siłownia, aby zbić te fałdki? Mały lifting na pryszcze i gładką skórę ? Hm, jakby się tak dłużej zastanowić to cała bym się oddała operacji plastycznej. Może nie będą mnie kojarzyć z Liamem ? Ten duży nos jest zdecydowanie za duży.  Oczy w sumie mogą zostać. Ale może kilka centymetrów więcej ?
Uporałam się wreszcie z tą sukienką, założyłam szpilki i lekko uchyliłam drzwi od kabiny z przebieralni. Stala tam zniecierpliwiona Danielle z ekspedientką u boku.
- I co ?  - zbliżyłam się. Ona stała i ciągle się na mnie patrzyła. - Dan ? - machałam jej ręką.
-Tak, ja przepraszam. Po prostu ty i ta sukienka... - nie dokończyła zdania.
- Ja też sądze, że to zły pomysł. - rzuciłam ciągle jej się przyglądając. Jej czekoladowe oczy były szeroko rozwarte.
- No co ty ! Marsz do kasy i kupujemy to. Nawet nie masz pojęcia jak pięknie w tym wyglądasz. To miłe z jej strony, że tak bardzo chce jej się utrzymywać dobre kontakty. Na początku naszej znajomości nie było tak miło. Czasem bywało, że nie mogłyśmy być w jednym pomieszczeniu. Może odmienność charakterów powodowała częste wybuchy złości ? Może po prostu nie mogłam znieść faktu, że mój kochany braciszek ma dziewczynę ? Na dodatek starszą, ładną tancerkę. Ciężko było mi się do niej przekonać. W miarę upływu czasu nasze relacje polepszyły się na tyle, abyśmy mogły spokojnie wyjść na zakupy.


- Wróciłyśmy ! - krzyknęła Dan od progu. Szłam za nią targając moją wielką torbę z sukienką. Popędziłam do swojego pokoju i powiesiłam ją w szafie. Zeszłam na dół przywitać się. Najpierw zajrzałam do kuchni. Zastałam tam tatę przygotowującego swój słynny Daddy Payne Chicken. Podeszłam do niego od tyłu i dałam mu buziaka w policzek na przywitanie.
-Cześć tatku - powiedziałam uśmiechając się. Chyba trochę go przestraszyłam, bo lekko drgnął.
-Cześć mysza, jak tam dzień minął ? - zapytał.
-Spokojnie. Byłyśmy z Danielle na zakupach i kupiłam sobie sukienkę na rozdanie nagród - oparłam się o blat podglądając mistrza kuchni w akcji.
-To jednak idziesz ? - przerzucił kurczaka na drugą stronę, spoglądając na mnie kątem oka.
-Dan mnie namówiła, a ja się zgodziłam. Oh, znasz jej namawianie. - uśmiechnęłam się.
-Tak... Nie odpuści dopóki się nie zgodzisz. - zaśmiał się pod nosem.  Usłyszałam czyjeś kroki, więc się odwróciłam.
-Dobry, panie Payne ! - przywitał się z tym swoim Irlandzkim akcentem Niall - Czuję... kurczaka ! - krzyknął. Ah, co za wieś. Zero kultury. Prychnęłam niekontrolowanie. Odwrócił się w moją stronę.
- O, cześć El - uśmiechnął się zawadiacko. Uniosłam jedną brew w góre i oparłam swoje łokcie o blat kuchenny.
- Cześć Niall - wymówiłam jego imię z pogardą. Jego najmniej lubiłam z zespołu i się z tym nie ukrywałam. On osobiście o tym wiedział, lecz starał się być miły. Po prostu sprawiał wrażenie takiego chłopaka ze wsi, co mnie odrzucało. Tata posłał mi karcące spojrzenie. Nie lubił gdy się tak zachowywałam. Chciałam wyminąć Horana i udać się do swojego pokoju, lecz coś mi na to nie pozwoliło. Może nie coś, ale ktoś. Stał tam. Za tym wieśniakiem. Mój ostatni koszmar. A może piękny sen ? Na jego widok krew napłynęła mi do twarzy, a moje policzki oblały się czerwonym rumieńcami. Znów przypłynęło to wspomnienie tej pamiętnej nocy. Zapach jego koszulki, siła jego uścisku, smak jego ust. Nie bez powodu kupiłam bluzkę z napisem "I prefer the drummer".
- Hej Elaine - pomachał do mnie nieśmiało. Jak się oddychało ? Te jego oczy hipnotyzowały każdą. Bez wyjątku. Ta słodka twarz zdradzała wszystkie emocje. Niepewność, zmieszanie połączone z lekką nutką radości.
-Cze... Cześć Josh. - objechałam z blatu. Wyszczerzył ząbki i chyba chciał mi pomóc, lecz w ostatnim momencie złapałam równowagę.Spojrzał na bluzkę i znów obdarzył mnie ciepłych uśmiechem. No tak, bluzka. Na mojej twarzy zagościł jeszcze bardziej widoczny rumieniec. Szybko ich wyminęłam i podążyłam do swojego pokoju. Włosami próbowałam zasłonić moje czerwone policzki. Usiadłam na łóżku i chwyciłam poduszkę. Miałam ochotę krzyczeć. Zachowalam się jak ostatnia idiotka. Przyłożyłam ją do twarzy i zaczęłam się wydzierać.  Moje żałosne zajęcie przerwało pukanie o framugę drzwi. Podniosłam głowę.
-Tata woła cię na obiad - oznajmił Josh. W tym momencie miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Te oczy, uśmiech, usta. Wszystko w nim było takie cudowne.
-Zaraz przyjdę - powiedziałam lekko speszona i czekałam aż wróci na dół. Ale chyba nie miał takiego zamiaru. Stał tam i tak bezczelnie wlepiał swoje oczy we mnie.
-Posłuchaj, bo ja... - był speszony.  Przeczesał ręką swoje włosy. - Ten pocałunek... - zaczął wypamiętywać wydarzenie sprzed około czterech miesięcy. No tak, nie mieliśmy okazji, aby porozmawiać o tym. Na samą myśl przeszywają mnie lekkie dreszcze, a na wspomnienie jego delikatnych i czułych ust aż się cała rozpływam. Jak masło na słońcu, jak cukier w herbacie.
-Nie musisz się tłumaczyć Josh. - obdarzyłam go spojrzeniem, które wyrażało wszystko, co właśnie czułam, ale postanowiłam zachować zimną krew. - Tak wiem o co ci chodzi. Ten pocałunek nic nie znaczył, zapomnijmy o tym, ja mam dziewczynę itd. - uśmiechnęłam się blado. Chyba chciał coś powiedzieć, lecz mu przerwałam - Rozumiem. Ja też nic nie czuję i już prawie o tym zapomniałam - kłamałam mu w oczy. Nie nawidziłam siebie za to. Próbowałam ukryć prawdę zarówno przed samą sobą, jak i przed Devinem.
-Nic dla ciebie to nie znaczyło ? - zapytał z nadzieją w oczach. Przełknęłam ślinę. Spieprzyłam sprawę. Lekko przytaknęłam głową - Nic ? Nic dla ciebie nie będzie znaczyć nawet to, że za chwilę ci powiem , że jestem w tobie zakochany ? Że od czterech miesięcy ty śnisz mi się po nocach ? Nic ? - głos mu się łamał. Chyba spodziewał się czegoś innego. Był rozczarowany i rozgoryczony. A ja nadal siedziałam na tym łóżku i tępo się w niego patrzyłam. Nie żeby on mi się nie podobał. Podobał, i to bardzo. Ale sądzę, ze zasługiwał na kogoś lepszego niż ja. Zresztą nie byłam jeszcze gotowa na jakikolwiek związek. Łzy zbierały się w oczach. Zamknęłam powieki i nie pozwoliłam im spłynąć. Był idealny. Pod każdym względem. Niczym młody, grecki bóg bądź heros. Taki nierealny, aż prawdziwy. Chciało by sie go czasem dotknąć i sprawdzić, czy naprawdę istnieje. Te mięśnie na ramionach, aż same się proszą o to, żeby zamknąć cię w uścisku i przylgnąć do swojego równie dobrze umieśnionego torsu. Wstałam z łóżka i zgrabnie go wyminęłam. Spojrzał na mnie zdezorientowany.
-Kurczak wystygnie. - rzuciłam wyjaśnienie. Poczułam ucisk na nadgrastku.
-Proszę, Elaine. Nie zostawiaj tego tak. Ja wiem, ze coś czujesz. Wiem, że nie jesteś taka zimna jaką zgrywasz. - patrzył się prosto w moje oczy. Był bardzo rozczarowany. Chyba myślał, że przyjdzie tu i rzucę mu się w ramiona. Gdyby mu zależało już dawno przyszedłby lub zadzwonił, by wyjaśnić zaistaniałą sytuację.
-Znaczyło. Bardzo dużo, Josh - jego oczy rozbłysły. - Lecz ja nie jestem tą jedyną. Mogłabym ci sprawić dużo bólu, a tego nie chce i dlatego staram się ograniczac nasze kontakty. Za bardzo mi zależy, aby patrzeć jak sie ze mną męczysz. Nie potrafiłabym dać ci szczęścia. Przepraszam - chciałam do niego podejść, przytulić. Lecz jego oczy były zaszklone. Nie potrafił nic powiedzieć. Moje słowa go zraniły, a ja dobrze o tym wiedziałam. Nie czułam tym razem satysfakcji. Nie cierpiałam siebie za to. Za to, że ranię bliskie mi osoby. Zbiegł po schodach. Poszłam w jego ślady. Widziałam jak zamyka drzwi i znika na podjeździe. Wszyscy się na mnie patrzyli z kuchni. Mama, tata, Liam, Danielle, Niall i Harry. Harry ? A ten co tu znowu robi ? Zresztą, nieważne.
-Dlaczego Josh wybiegł ? - Liam spojrzał na mnie wściekły i takim samym głosem się odezwał. Zaczyna się.
-Nie wiem - powiedziałam próbując zostawić temat perkusisty.
-Rozmawialiście prawda ?! Rozmawialiście o tej nocy ?! - wstał. Rodzice patrzyli zdezorientowani. Mój brat znów odstawiał jakieś szopki. Danielle i Hazza schowali swoje twarze w talerzach nie chcąc uczestniczyć w kolejnej kłótni.
- Jaka noc ? - zapytała mama.
-Na imprezie, ja i Josh całowaliśmy się. - powiedziałam ledwo słyszalnie. Harry spojrzał na mnie. Ja też na niego patrzyłam. On wiedział jak dużo to mnie kosztowało. Jak dużo kosztował mnie każdy dzień bez Josha. On jako jedyny wiedział, że mimo iż wcale nie znam perkusisty stał się moim narkotykiem. Czymś czego musiałam znów zażyć, aby móc normalnie funkcjonować, lecz tym razem chyba wybrałam pójście na odwyk.
-Ale co znaczy całowaliście się ? - zadał pytanie zmieszany tata. - Jesteście parą ?
-No właśnie nie. - miałam ochotę się rozpłakać. W  Liamie aż wrzało ze złości.
-I tak ma zostać ! Nie będziesz sie spotykać z nikim z ekipy ! Dlatego nie chciałem cie brać ze sobą. Sprawiasz tylko kłopoty ! Jeszcze mi brakuje, żebyśmy musieli szukać nowego perkusisty ! Wszystkie problemy są przez ciebie ! - krzyczał, a ja analizowałam w głowie jego słowa. Każde po kolei. Sprawiały mi ból. Danielle szarpnęła mojego brata za koszulę i szepnęła, aby się uspokoił. Rodzice ulotnili się na taras. Nigdy nie wchodzili w nasze kłótnie, bo kończyło się to jeszcze gorzej.
- Posłuchaj i zapamiętaj raz na zawsze ! Wszystkie problemy ty stwarzasz ! Gdybyś mi nie zabronił bycia razem z Joshem nie byłoby kłótni ! Wszyscy byliby szczęśliwi. Nie uważasz, ze chociaż raz mógłbyś odpuścić i zająć się swoimi sprawami ? - znów łzy się zbierały.
-Ona ma rację, Liam. Odpuść - Harry zabrał głos. Kategorycznie złamał nasze zasady, ale mimo to jestem ciekawa co będzie dalej.
-Od kiedy ty jej bronisz, co ?
-Zawsze będę jej bronił, bo to moja przyjaciółka i nie podoba mi się to jak ją traktujesz ! - wykrzyczał prosto w twarz swojemu najlepszemu przyjacielowi. Danielle aż  wypluła kawałek kurczaka. Nie wierzyłam w to, co słyszałam. Styles się przyznał. Więc mogłam zapomnieć o wyjeździe do Stanów.
- Że co proszę ?! - krzyknął Liam. W jego głosie było słychać niepochamowaną złość. Zacisnął dłonie w pięści. Pewnie próbował się powstrzymać przed uderzeniem mnie i prawdopodobnie Harolda.
-Tak, Liam. Jesteśmy przyjaciółmi. Byliśmy nimi cały czas.W ukryciu. Elaine bała się twojej reakcji, więc kazała nic nie mówić. Ale ja już mam dość. To z nią byłem wtedy w Stafford. - wstał od stołu. Nie mogłam tego dłużej znieść. Na język cisnęły mi się słowa o zdradzie brata. Chciałam oznajmić Danielle tą jakże smutną wieść, lecz się powstrzymałam i powiedziałam coś innego.
-Harry ! Idioto ! Jak mogłeś ?! Obiecałeś, że nic nie powiesz ! - krzyczałam na niego. On patrzył na mnie tymi swoimi zielonym oczkami. Tym razem na mnie to nie zadziała. Jestem zbyt wściekła, żeby darować mu przez jego oczy.
-Nie mogłem dłużej wytrzymać tego jak on cię traktuje. Za każdym razem przymykałem na to oko. Ale teraz już nie mogę. Jestem tu i jestem w stanie coś zrobić. Kiedy jestem świadkiem, nie potrafię siedzieć i udawać, że mnie to nie obchodzi. Daj sobie pomóc - ostatnie słowa wyszeptał. Wtedy nie wiedziałam, co mam zrobić. Czy wściekać się na niego, bo nie dotrzymał obietnicy, czy podziękować mu o troskę. Wstałam, odsunęłam krzesło. Spojrzałam na wszystkich przy stole. Danielle trzymającą za rękę Liama i próbująca go w jakiś sposób uspokoić. Nialla, który powoli opróżniał swój talerz przysłuchując się naszej kłótni. Harrego, który z troską patrzył na mnie i próbował opanować swój gniew na Payne'a. I w końcu na Liama, który z trudem się jeszcze na mnie nie rzucił.
-Nie potrzebuję pomocy - rzuciłam i ruszyłam na górę do swojego pokoju.



**********************
Wiem. Nie wyszedł. Starałam się jak mogłam, lecz chyba nie jestem w tym zbyt dobra. Mam strasznie dużo pomysłów i nie umiem ich wykorzystać. Jestem po przodu z 6 rozdziałem także pokaże się on niebawem. Bardzo proszę abyście komentowali i jesli chcecie być powiadamiani o nowych postach piszcie w komentarzu swój nick z twittera bądź facebooka (gg niestety nie posiadam). Jeżeli macie jakiś pomysł na dalszy rozwój akcji to piszcie w komentarzu, a na pewno go wykorzystam ! 
do przeczytania kochani !